Słowo na poniedziałek

Nie będę dużo pisał, bo tu nie ma za wiele do powiedzenia. W obliczu śmierci cały dorobek kulturowy świata, stworzony, aby ją oswoić, można i tak z powodzeniem wsadzić sobie w dupę.

Zresztą napisałem już jeden tekst odnośnie samej tragedii i nawet zdążyłem zostać zbesztany, więc nie będę wracał do sedna wydarzeń z minionego weekendu.

Powiem o czym innym. Patrzę w telewizor i rzygać mi się chce. Nie od tych wszystkich tłumów, bo to piękne, że ludzie w obliczu tragedii znajdują siłę i pocieszenie w stadzie. To normalne i dobre; po to jest stado, aby nas wspierało, kiedy nasza wątła psychika siada.

Rzygać mi się chce, jak słyszę kolejny raz z mediów jebane frazesy jak to naród się zjednoczył i wszyscy wierzą i mają nadzieję, że tak zostanie.

Nie zostanie, chuja na drucie!

Jak umarł Wojtyła, to się zesrali wszyscy, że teraz będą tacy piękni i lepsi i nie będą srali na przykazania.

Jak się zawalił dach na hodowców gołębi, to wszyscy już na wieki zostali w sercu z tragedią i braterstwem.

Chuja na drucie, powiadam ponownie wam wszystkim, medialne wycieruchy. Przestań mleć w gębach gówno, wszyscy wiecie, że nic się nie zmieni.

Gdy tylko trumna z ciałem prezydenta stuknie o betonową posadzkę grobu, wy skoczycie sobie go gardeł i wszystko wróci do normy.

A przed nami wybory prezydenckie, gdzie zobaczymy wyścigi w wycieraniu sobie gęby pustymi frazesami o tragedii narodowej.

NIC. SIĘ. NIE. ZMIENI.

Więc przestańcie samych siebie kokietować doprowadzającym mnie do mdłości obnoszeniem się z nadzieją, że za setnym razem będzie inaczej.

Dziękuję za uwagę.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.