Czego pragnę

Ja będę mówił, a wy odpowiadajcie (nie musicie głośno) co o tym sądzicie.

W telewizji (bądź na DVD, może być) obejrzałbym.

Serial.

Dobry.

Polski.

Obyczajowy.

Dobra, kto czyta dalej?

Kto wierzy, że to jest możliwe?

Nie lubię polskich seriali. Owszem, bywają dobre, ale z naciskiem właśnie na tę rzadkość. Nie jestem fanem „starych polskich seriali” typu Alternatywy 4 czy Zmiennicy, zresztą one są bardziej komediowe niż obyczajowe, a mnie nie o to chodzi.

Nie chcę oglądać serialu, który jest klonem formatu, który 20 lat temu widziałem (nawet, jeśli nie widziałem; nawet, jeśli nie 20). Chcę produktu rodzimego.

Chcę serialu, który trzyma się w miarę blisko prawdy i rzeczywistości. Vega potrafił zrobić serial o policji, który nie sprawiał wrażenia, jakby kilku naćpanych durniów naoglądało się Miami Vice. Serial, który był wiarygodny i dobrze osadzony (i obsadzony). Czyli Polak potrafi.

Nie chcę serialu, w którym co drugi 20-latek jest dyrektorem międzynarodowego koncernu, a reszta to ich praktykanci, którzy wylatują z roboty tylko dlatego, że muszą dać „scenarzyście” pretekst do założenia własnej międzynarodowej korporacji.

Nie chcę serialu, w którym wszyscy rzygają na siebie nawzajem kubłami miłości i brandzlują się rodzinną atmosferą; lub, dla odmiany, protagonista jest dobry, a reszta to spiskujące kurwie, ale protagonista i tak wygra.

Chcę serialu, w którym młodzi ludzie nie mówią mieszanką Sienkiewicza z instrukcją obsługi pralki, tylko potrafią posługiwać się słownictwem na luzie (i na czasie, a nie określeniami sprzed dwóch dekad), potrafią rzucić kurwą nawet, jeśli nie są najźlejszym złym bohaterem i w ogóle potrafią wydobyć z siebie coś, co brzmi jak język mówiony, a nie jak konspekt do planu pracy.

Chcę serialu, gdzie ludzie reagują czasem normalnie, jak ludzie; gdzie nie popełniają zawsze absolutnie kliszowych błędów i zagrywek; gdzie nie ma zbiegów okoliczności, które są tak prawdopodobne jak ukończenie dwupasmówki z Warszawy do Konstancina w nadchodzącej pięciolatce (dla nietutejszych – prawdopodobieństwo oscyluje w okolicy zera, ale tylko dlatego, że ujemne fizycznie być nie może); gdzie dobrzy nie są kryształowi jak siki po wypiciu 20 litrów wody, a źli z czasem w pędzie się nie nawracają.

Chciałbym, aby to był serial niezbyt długi. Żeby nie zdążył znienawidzić bohaterów z powodu przesytu, a scenarzysta żeby się nie wyprztykał.

Chciałbym, żeby ten serial był obyczajowy, o normalnych, prawdziwych ludziach. O normalnych, prawdziwych relacjach. W normalnym, prawdziwym otoczeniu, w zwykłych domach, zwykłych samochodach. Żeby odziani w wersacze dziani lowelasi nie jeździli nowymi ferrari po swoich apartamentach na 666 piętrze z widokiem jednocześnie na Giewont, Starówkę i molo w Sopocie.

Tak, wiem. Taki serial byłby nudny.

Ale przecież, wierzę, mógłby nie być. Tylko ktoś z mózgiem zamiast gówna musiałby go napisać. A ktoś inny – nie pozwolić go spierdolić przy realizacji.

Chciałbym.

Wierzę.

Wierzę, że kiedyś zobaczę. W końcu widziałem już kiedyś dobrą komedię romantyczną.

Tak, to też był serial.

No tak, ale nie był polski. Przepraszam.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • W sumie „Ranczo” nie było takie złe – choć to bardziej komedia, niż obyczajówka, ale…

  • „Ranczo” mi się nie spodobało. Poza menelami pod sklepem nie byłem w stanie poważnie potraktować żadnej postaci. Wszyscy wydawali mi się śmieszni w tym złym znaczeniu słowa.

  • @godai

    Racja, wszyscy byli śmieszni, przejaskrawieni i przerysowani, ale taka była konwencja, bo cały serial kręcony był z mocnym przymrużeniem oka. Ja osobiście uważam, że to jeden nielicznych polskich seriali wybijających się in plus, choć istotnie nie wszystko w nim dograno tak, jak trzeba – ale, wziąwszy poprawkę na konwencję, da się oglądać, a nawet czasem i uśmiechnąć się pod nosem podczas seansu.

  • Ale ja nie mówię, że zły był, czy coś. Po prostu mi się nie podobał. Nie trafił do mnie.

    Chociaż z czysto zawodowego punktu widzenia – był faktycznie przyzwoity. Szczególnie na tle typowych polskich seriali.

  • Pamiętam pewien dobry serial, polski i obyczajowy.
    „Przeprowadzki”. Rzecz się działa na przestrzeni 100 lat bodajże, co odcinek to inni bohaterowie. Było i śmiesznie i poważnie, ale cały czas było dobrze. Serial nie długi, kilkanaście odcinków bodajże.
    Na TVP leciał, i jak go raz powtórzyli, tak do tej pory się kurzy gdzieś w archiwum.

  • au

    dobrze wspominam serial ‚Droga’ z 1973 z Gołasem w roli kierowcy ciężarówki, ale nie był to serial w dzisiejszym rozumieniu, zaledwie sześć odcinków. miał fajny klimat i niezłe, proste historie.
    z jakiegos powodu zapadł mi w pamięć ‚Zespół adwokacki’ z 1994, który mimo podpadania pod kategorię ‚serial prawniczy’ był raczej obyczajowy niz kryminalny. rzadka rzecz- Orłoś w fabule, nawet nieźle wypadał. pamiętam raczej za nierażące aktorstwo i jedną scene z cyckami (w prime time’ie!) bo wolt scenariuszowych tam jakos nie było.
    i to koniec. nie liczyłbym na dobry polski serial obyczajowy, ani dziś ani kiedykolwiek. pisanie obyczajówki jest trudniejsze niz kryminału, a nasi pożal się Boże scenarzyści nie daja rady nawet temu. hurraoptymistyczne opinie widowni na temat kubła obspermionego pedalskiego gówna jakim sa wszystkie sezony Oficera czy Kryminalnych tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu- widownia bowiem nie ma żadnych wymagań a z czasem stają się jeszcze nizsze- produkcja tylko sie do tego dostosowuje.

  • JAPONfan

    Teraz MY!. Ja ostatnio (znaczy te powtorki co czasami puszczaja o 2 w nocy) to myslę ze seriale są kręcone tylko i wyłącznie z myślą o puszczeniu ich w TVN Warszawa.
    „ranczo” to rzeczywisice chyba jedyny dobry polski serial. Moze dlatego ze spełniał IMHO dwie podstawowe zasady serialu :
    a) grali w nim aktorzy serialowi a nie dorabiajacy aktorzy filmowi i teatralni
    b) aktorzy filmowi to raczej starsze pokolenie które gra wysmienicie ale w filmie ich juz nie zatrudnia bo nie trafiają w target (Pieczka i Niemczyk).

    Prawdziwy serial obyczajowy? Nie pobijesz „Klanu”. Kurwa u nas nawet serial medyczny jest obyczajowy („Na dobre i na złe”).

  • mica

    07 zgłoś się. ok, nienajnowszy, ale ma wszystko co wymieniłeś. no tyle, że już pewnie widziałeś, bo powtarzali pińcet razy.

  • JAPON, za to, co wymieniłeś, ręki ci nie podam. O Ranczo już mówiłem, nie spodobało mi się.

    Borewicz był fajny, ale za bardzo kryminalny jak na obyczajowy.

  • JAPONfan

    Staram się podbic wyniki na google. Chyba że chodzi ci o punkty a) i b). Ale taka jest prawda. Albo robisz serial i zatrudniasz aktorow ktorzy rozumieja taki format, a Żak i Barciś są takimi. Albo zatrudniasz aktora który gra w filmach a w serialu czuje się że dorabia od czasu do czasu wyrzucajac z siebie „to nie on, on jest niewinny” z gracją dębowej deski.

  • Na przyszłość, prosiłbym, żebyś do podbijania wyników używał normalny rzeczy, typu „ostre ruchanie”, albo „seks z psem” czy coś, a nie takie ohydztwa mi tu w komentarzach przywlekasz.

    A co do aktorstwa, cóż, trudno się zgodzić. Z teatru słabo się żyje, ale przecież nikt z „wielkich” zniżać się do serialu nie lubi, to gorzej jak w reklamie.

  • au

    japon, co Ty za przeproszeniem pierdolisz. jacy aktorzy serialowi. „aktorzy serialowi” to jacys ludzie z łapanki albo gwiazdeczki typu Anna Rucha, beztalencia o umiejętno sciach aktorskich ciężarówki marki Lublin albo sztucznie wypromowane lachociągi producenta.
    argument o dorabianiu jest z dupy, ponieważ w przypadku takich ludzi jest jak najbardziej na miejscu: dla nich rola w serialu to kolejna fucha, bo grają jednioczesnie w dwóch lub trzech innych! ponadto graja tam takie same postacie i nawet chodzą w tych samych ciuchach! a ponadto ich ambicją i celem zyciowym nie jest kariera w serialu tylko udział w tańcu z gwiazdami, okladka Twojego Stylu, wywiad w Cosmo i willa na mazurach, a swoją rolę i jakiekolwiek aktorstwo mają tak głęboko w dupie, zeby tam nie sięgnął chuj prezesa stacji. aktor teatralny to dla takiego serialu manna z nieba i strumień łaski Pańskiej, bo tacy ludzie przynajmniej wiedzą na czym polega gra aktorska chociazby z racji skończenia powiązanej z tematem szkoły. oczywiscie są wyjątki, jak Szyc, który nie zagrałby nawet zwłok, choćby był juz całkiem zimny i lekko nadgniły.

  • E tam, kiedyś powiedziałeś publicznie, że w Testosteronie Szyc się w swojej roli sprawdził.

  • au

    nie oglądałem Testosteronu. musisz mnie z kimś mylić. może z Tarantino?

  • au

    poza tym:
    seks, nastolatki, cycki, oral oraz ośli kutas

  • JAPONfan

    Będe jak ś.p. Kałuzyński i tez poprzekręcam nazwiska. Małacycki, Wałach (tej to nawet nie musze przekręcać), Małgorzata „matka boska zaraz sie popłacze” Foremka, zBakany który gra w „tancerzach” chyba tylko dlatego ze kiedyś dostał nagrodę za najelpszy duet taneczny razem ze skórzaną kurtką w „Reichu”. Adamczyk „zagram wszystko bo gralem juz papieza i Chopina”? Jak ich widzę w telejaju to wszyscy wygladają jakby cierpieli z powodu tej gry na ostre zatwardzenie połączone jednoczesnie z odkryciem braku sensu życia.
    Ja rozumie, talent aktorski, że można umieć grac każdą postać. Ale kurwa. Albo jest się dobrym w jednej rzeczy albo w niczym. A nie jak rozkapryszona panienka „teraz sobie zagram w feministycznej komedii, a potem sobie zagram naziste, a potem sobie zagram w serialu thiller/fantasy zagubionego człowieka”.
    No może mam słabość do Żaka i Barcisia bo mieli szczescie zagrac w polskiej wersji całkiem niezłego „The Honeymooners” i to całkiem dobrze (bo o ile wiem to dosłownie) przetłumaczonego. Ale TVP-owska wersja „I love lucy” to była porażka.

    „seks z kotami” „jak zrobic sztuczną waginę” „dlaczego czarni” „jak oszukiwać na teście ciążowym”

  • @JAPON: o ile się nie mylę, Barciś zaczynał karierę od grania Hitlera. Jak to się ma do twojej teorii o „niegraniu nazisty a potem zaraz w telenoweli”?

  • Malena

    Nie wierzę w to, że nie ma dobrych scenarzystów – to raczej nie tu jest pies pogrzebany.
    Jak człowiek przejdzie się po naszych galeriach malarstwa, to też mało ciekawy widok – róże i peonie w wazonach, Żydzi liczący kasę, pejzażyki (nie mam nic do pejzaży ani całej reszty – niech każdy robi, co che i umie, żeby nie było) plus ewentualnie prace niskich lotów ludzi dobrze dogadanych z właścicielem. Czy to znaczy, że nie ma u nas ludzi malujących dobrze i oryginalnie? Są, tylko znowu jest to nasze cholerne, polskie „ale”..
    P.S. A ja nie rozumiem robienia polskich wersji zagranicznych, sprawdzonych seriali. Po co to? Chyba tylko po to, żeby ktoś mógł zarobić.. Natomiast uprzedzam, że jak ktoś odważy się zrobić polską wersje House’a, to krew się poleje..;)

  • au

    obejrzałem odcinek Plebanii i nawet nie chciałem sobie wydrapać oczu.