Alpinista na szklanej ścianie

Tekst pierwotnie opublikowany w przeredagowanej wersji w tygodniku Kultura Liberalna

Muszę przyznać, że czekałem na Ratownika bardzo niecierpliwie. Po tym co do tej pory w Polsce wyszło z dorobku Taniguchiego jestem jego wielkim fanem. Na wydanej dopiero co nowej pozycji też się nie zawiodłem, chociaż bywało już różnie. Autorskie mangi Jiro to zawsze „pewniaki”, podczas, gdy komiksy, do których jedynie robił rysunki, potrafią kuleć. Tak było w przypadku Ikara zrobionego z Jeanem Giraudem, tak było też z Księgą wiatru, gdzie scenariusz napisał Kan Furujama.

Za to Wędrowiec z tundryZoo zimą urzekły mnie swoją pozorną prostotą i obyczajową tematyką.

Ratownik mnie zaskoczył. Zaczyna się w podobnych klimatach, co dwa wymienione wyżej tomiki; jest to płynąca spokojnym, powolnym rytmem powieść obyczajowa. Shiga, ratownik górski, od wielu lat zajmuje się schroniskiem w Alpach Południowych. W rzeczywistości najzwyczajniej w świecie ukrywa się; nie przed prawem, ale przed ludźmi i samym sobą, przed swoją przeszłością, niespełnioną miłością i brzemieniem wyimaginowanej winy.

ratownik_1Pewnego dnia, nieoczekiwanie dostaje z Tokio informację od żony zmarłego przyjaciela, że zaginęła jej córka. Postanawia zejść z gór, pierwszy raz od lat odwiedzić Tokio i pomóc wdowie – zgodnie ze zobowiązaniem, jakie nałożył na niego zmarły przyjaciel.

Shiga trafia do miasta, w którym nie był od dawna. Przez ten czas zasady, które znał, uległy najwyraźniej zmianie. Ponieważ policja zdaje się nic nie robić w sprawie zaginięcia dziewczynki, alpinista zaczyna śledztwo na własną rękę, z początku prowadzone po omacku, z czasem zaczyna się rozwijać. Mężczyzna wypytuje nauczycieli, znajomych, trafia wreszcie na jedną z koleżanek. Bardzo szybko na jaw zaczynają wychodzić zupełnie nieoczekiwane i nieprzyjemne fakty. Okazuje się bowiem, że zaginiona dziewczyna była najwyraźniej, jak określilibyśmy to w Polsce, galerianką, nieletnią prostytutką. Zaginięcie okazuje się ściśle związane z tą jej działalnością.

Ratownik to manga, która do pewnej chwili toczy się zwykłym torem opowieści obyczajowej, żeby nagle, w miarę upływu lektury, zacząć ewoluować. Stopniowo, niepostrzeżenie, przechodzi w historię sensacyjną, osnutą na obyczajowych wątkach. Zagadka kryminalna okazuje się mieć pełne akcji zakończenie. Shiga ma nieszczęście narazić się wielkiej korporacji, której pieniądze kupują obojętność jednych, milczenie innych i ciężkie pięści kolejnych ludzi.

Ratownik to powieść graficzna, która wpisuje się w nurt społecznego niepokoju. Dotyka problemu – prostytucji nieletnich – który do niedawna był społecznym tabu; rodzice, opiekunowie, wychowawcy – wolą nie wiedzieć, lub może wierzyć, że problem nie istnieje. Jest to tematyka, której w historiach w zasadzie beletrystycznych, głównonurtowych, raczej się nie podejmuje. Zaprezentowanemu problemowi towarzyszy cała gama „starych znajomych” – korupcja, obojętność, rozpad więzi rodzinnych i międzyludzkich, „brudne” pieniądze i siła, jaką dają one jednostkom i korporacjom, pozwalająca na całkowitą bezkarność.

ratownik_2Mamy tu ciekawe spojrzenie na te sprawy, bo Shiga to człowiek prostoduszny, sympatyczny chłop o jasnych, w miarę prostych zasadach moralnych. Sam nie jest wolny od wad i popełniał błędy, ale pewne rzeczy są dla niego aksjomatyczne. Pewne odkrycia są dla niego wręcz szokiem; słabo odnajduje się w wielkomiejskiej dżungli, odkrywa ten świat powoli, stopniowo, po kawałku akceptując jego etyczną obcość. Moralna konstytucja Shigi w konfrontacji z tokijskim molochem trzeszczy. Oczywiście z trudem, lecz wytrzymuje to stracie – w innym wypadku musielibyśmy z przerażeniem skonstatować, że moralność jest rzeczą nadmiarową we współczesnym społeczeństwie. Tym bardziej, że konflikt, w jakim stawia swojego bohatera Taniguchi jest konfliktem bardzo aktualnym, uniwersalnym dla każdego, kto ma jakąś ustaloną moralność, kto wierzy, że światem rządzą zasady, które przynajmniej w założeniu powinny być dobre.

Wszystkie te wątki i zagadnienia przeplatają się w historii, wypływają stopniowo i nieśpiesznie. Tak naprawdę dopiero kolejna lektura pozwala czytelnikowi zastanowić się i odkryć kolejną warstwę.

Duże znaczenie ma tu barwna i bogata galeria postaci – z wprawą wieloletniego, bystrego obserwatora, mangaka nakreśla wyraziste, realistyczne szkice ludzi – obleczone w wiarygodne postacie archetypy i upersonifikowane problemy. W tej historii bohaterowie nie są jedynie bohaterami, są zagadnieniami – każde z nich przedstawia inne podejście do problemu, na jaki się natykają – niewiedza, obojętność, akceptacja, symbioza z pozornie wrogim środowiskiem. Każdy z nich ma własne pobudki, każdy ma zasady – często postacie pierwotnie pozytywne okazują się w ostatecznym rozrachunku winne, ludzie o wątpliwej konduicie okazują się jedynymi, którzy posiadają kręgosłup moralny.

Niesamowite wrażenie robi też oprawa graficzna. Taniguchi, poruszając się w stylistyce mangowej, operuje jednak bardzo precyzyjną, bardzo realistyczną kreską. Jego rysunki są uszczegółowione, dopracowane, wycyzelowane – obcowanie z tymi stronami to prawdziwa przyjemność zarówno dla laika jak i dla konesera. Wspaniałe, malownicze ujęcia gór ustępuje miejsca jedynie zapierającym dech w piersiach obrazom wielkiego miasta. Ogrom detali i stopień realizmu przy odwzorowaniu Tokio potrafi przytłoczyć. Wrażliwy artysta oddaje tu świat w jego prawdziwych barwach, chociaż, paradoksalnie, „Ratownik”, jak każda manga jest czarno-biały.

Ratownik to opowieść z drugim dnem. Można czytać ją jako sensacyjny kryminał z wątkami obyczajowymi, który mógłby ławo obsunąć się w prosty moralitet. Jest to jednak bardzo poważne, dokładnie dopracowane dzieło, stawiające przed czytelnikiem ciężkiej wagi problemy moralne. Nie bez powodu zresztą Taniguchi otrzymał za ten tom nominację do Nagrody Eisnera – swoistego komiksowego Pulitzera, najważniejszej branżowej nagrody na świecie.

Jest to powieść, którą naprawdę warto znać i bardzo się cieszę, że wyszła w Polsce. Tym bardziej cieszę się, że wydawnictwo Hanami konsekwentnie realizuję swoją linię wydawniczą i zdążyło zapowiedzieć już kolejne głośne i utytułowane dzieło tego autora – Odległą dzielnicę.


ratownikRatownik
Scenariusz i rysunki: Jirō Taniguchi
Format: 150 x 210 mm
Objętość: 336 stron (w tym 6 kolorowych)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Papier: Kredowy
Cena okładkowa: 45 zł
Komiks dla dorosłych

Wydawca: Hanami

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • holcman

    Każda manga jest czarno-biała?

  • Te, które znałem, z wyjątkiem wstawek – tak. Mam ich ze trzy półki i żadna nie jest kolorowa w naszym tego słowa znaczeniu. A i strony „kolorowe” bywają oszukane i tylko w bichromie.

    Oczywiście skreślam wyjątek w postaci dwóch nowel Otomo ze zbioru Memories, bo te zostały pokolorowane przez Amerykanów, zaś wyjątek w postaci oryginalnie przez niego pokolorowanej 4-planszówki jest wyjątkiem potwierdzającym tę regułę.

    :)

    A na serio – art był pisany do Kultury Liberalnej, do czytelnika, dla którego „plecy konia” są jedynie stylistycznym błędem (bo grzbiet) i który niekoniecznie wie, że Gawronkiewicz i Truściński, to dwaj różni kolesie.

  • KRL

    „i który niekoniecznie wie, że Gawronkiewicz i Truściński, to dwaj różni kolesie.”

    ale jak wie, że to dwaj rózni, to przecież można ich pomylić. to się każdemu może zdażyć.

  • To było takie małe kolesiowskie mrugnięcie okiem ;)

  • au

    irytuje mnie słowo „galerianki”. taki mało udany, a bardzo sztuczny neologizm, wymyslony na użytek tytułu. póki nie powstała ta etiuda, na której jest oparty film, to się mówiło „szlaufy”.

  • „Galerianka” to złe słowo, bo opisuje jedynie jeden z aspektów zjawiska.

    „Nieletnia prostytutka” to jeszcze gorsze określenie, bo długie. Przynajmniej mi nie pasuje.

    Użyłem tego pierwszego, bo jest już rozpoznawalne.

    A „szlaufa” nie słyszałem. To chyba u was się tak mówiło, we Warszawie ;)

  • au

    juz weź nie gadaj jakbyś mieszkał na Ślunsku:P tak się mówi, ale w innej grupie wiekowej. pokolenie JP2 nie ma prawa znać takich słów:]
    a „galerianka” to złe słowo dlatego, że jest tak samo sztuczne jak „rarka”. przede wszystkim, believe it or not, nie wszystkie centra handlowe mają „Galeria” w nazwie.

  • To nie wiem, jaka grupa wiekowa. Bo my jesteśmy w jednej :D

    Chyba, że czegoś nie wiem.

    Wiem, że „galerianka” to wytrych, ale już zagościł w świadomości społecznej. Chociaż mi też nie pasowało, bo one się nie lansowały po galeriach w zamian za ciuchy (przynajmniej nie wynikało to z treści).

    Ale to poradzisz, napisałbym szlaufa, to nikt by nie załapał. Może prócz ciebie.

  • JAPONfan

    szlauf to jest szlauf, sluzy do podlewania trawnikow.

  • au

    to jest szlauch. poniekąd też kawał rury.

  • A w ogóle, to określenie odnosi się do każdej, czy tylko do młodocianej?

  • au

    ctrl+c, ctrl+v ’cause i’m lazy: http://www.miejski.pl/slowo-Szlaufa

  • Ja z określeniem „szlaufa” spotkam się po raz pierwszy (to z niemieckiego, neh?), ale – jakby rzecz – niezbyt siedzę w tym temacie :)
    U mnie na osiedlu mawia się „mała kurwa”.

  • No, to pora zacząć je promować zamiast „galerianki”.

  • Pingback: Nihon-koku | GNIAZDO ŚWIATÓW - Worlds Nest - Гнездй миров - Nest der Welten - Nid des mondes - Jerarquía de mundos()

  • Pingback: Odległa młodość – Gniazdo Światów – Bartek Biedrzycki()