56. Ogólnopolski Zlot Komiksiarzy

Ten wpis, gdybym miał chęć i zacięcie, byłby prawdopodobnie bardzo długi. Ma wszelkie po temu podstawy, bo zakończony dzisiaj jubileuszowy, dwudziesty Międzynarodowy Festiwal Komiksu (i ponoć gier, nie wiem, widziałem tylko kilka trolli z figurkami z WH20K), był imprezą nad wyraz udaną.

Widzew

Przede wszystkim byłem w mieście Łodzi, w którym nawet psom chodzenie szkodzi, już w piątek. Decyzja nader słuszna, bo była okazja spotkać w zasadzie całą warszawkę i wielu innych cennych dla komiksowego światka ludzi z całej Polski dzień wcześniej. Dzięki temu m.in. poznałem Abadzisa i Kitchena, i o ile ten pierwszy chyba zapamiętał nas pozytywnie, to niestety Dennis zadał kilka pytań o historię pięknego kraju nad Wisła, bogoojczyźnianość, a skończył bodajże pytaniem o podłoże antysemityzmu. Dostał więc ciężką kłodę dziejowej polskiej spuścizny prosto na stopę.

Giełda, jak to giełda, nic specjalnego z mojego punktu widzenia, chociaż jak zwykle sprzedaż dużo lepsza niż na zapyziałym WSK (i za sto złotych za dwa stoliki, a nie sześćset za jeden). Z wydawniczej więc strony zacnie. Z czytelniczej również, bo zaopatrzyłem się obficie, acz wcale nie aż tak kosztownie (to rzecz dyskusyjna; umówmy się, że zaszalałem, ale mogłem sobie pozwolić [Łukasz, musimy się sprawdzić w tej kwestii]). Dużo rzeczy dobrych wyszło na ten konwent i właśnie się wgryzam w stertę.

Cieszę się, że usłyszałem kilka ważnych, pozytywnych głosów o nowym Kolektywie – bo włożyliśmy w niego sporo pracy i świadomość, że nie poszła na marne jest cenna. Cieszę się także, że udało się wydać dolnopółkowe PDDK (kto się nie załapał, niech ogarnie tutaj), również przyjęte z zainteresowaniem.

Dopisali ludzie. Tak licznej rzeszy nie było od dawna (nie odkąd pamiętam). Jak zwykle spotkanie z całą tą ogromną ekipą, szczególnie z tymi, których widzę raz-dwa do roku, było okazją niezwykle przyjemną. Udało mi się nawet poznać wreszcie na żywo nowych ludzi, co zawsze jest wielkim przeżyciem. Sam zresztą przytargałem człowieka spoza fandomu, który doskonale się odnalazł i dogadał – za co dziękuję wszystkim komiksowym braciom, którzy podeszli z sercem do nowego.

Dziękuję także bardzo Ewie i Jackowi za mieszkanie, popijanie, długie nocne Polaków rozmowy i podwózki samochodem, bo bez was bym się może nie tułał, ale na pewno byłoby zupełnie inaczej.

Mógłbym napisać dokładnie i szczegółowo o tych wszystkich sprawach, a także dorzucić jeszcze trzy razy tyle innych anegdot, faktów i ulotnych wydarzeń, które pewnie zatrą się do przyszłego roku w ludzkiej pamięci. Mógłbym, ale zrobi to wielu ludzi. Mnie się trochę nie chce w tej chwili. Ulotność pamięci nada tym chwilom ten czar wyblakłych zdjęć.

No i o pewnych rzeczach może szkoda gadać. Starczy powiedzieć, że, jak zawsze, cieszę się, że się z wami spotkałem. I „do zobaczenia w Łodzi”. A póki co zapraszam do zobaczenia kilku fotek z giełdy.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Byłem, kpiłem, widziałem godaia.
    Było awesome, ja chcę więcej i częściej ^^

  • Ystad

    kuuuurwać, godai ostrzegaj jak robisz foty, to brzuch będę wciągał !!

  • Ale ja przynajmniej mam ładne zdjęcie z KRLem. Co tam, że na pierwszym planie jest Wojtek, a my jesteśmy rozmyci w tle.

  • ew

    patrze za okno – kominy EC4.
    patrzę w monitor stojący koło okna – kominy EC4.
    „aż strach otworzyć lodówkę”

  • au

    jak nadgarstek, G?

  • Nadal słabo. Jak skończy mi się ta sesja nagraniowa, to pójdę na rehabilitację. A ty mnie odwiedzisz i rozpiszemy, co mamy do rozpisania.

  • Ystad

    @au a co Ty tak szybko uciekłeś z tego MFK ? nawet Cię nie zdążyłem zmolestować o jakiś rysunek :/

  • au

    to dobrze, bo ja miałem spuchnięty łokieć.