Uuuu, panika na światowych giełdach. Liczba wysłanych CV przekroczyła setkę. Ponoć wymarzonej pracy szuka się rok. Ponoć też w szukaniu pracy istnieje zasada 10%. Dziesięć procent firm, do których wysłaliśmy CV się odzywa i z tych 10% z jednej dostajemy ofertę pracy. Teoretycznie więc powinienem mieć pracę. która jest moja wymarzoną w 1/3.
Dziwnie jednak dalej szukam pracy. Dziś byłem na kolejnej rozmowie. Szefami są kobiety. A mam uraz do nagromadzenia chromosomu X na stanowiskach nade mną. Mam trochę jak pies Pawłowa* i co prawda się nie ślinię, ale jestem dalece ostrożny w takich kontaktach. Wyuczony szowinizm pracowniczy.
Ale roboty nie dostałem, na razie czeka mnie wykonanie „testowego” zlecenia.
W każdym razie zabierając się za pisanie tego listu miałem na wątrobie jedną z wcześniejszych rozmów jakie odbyłem.
Znajomy przesłał mi ogłoszenie znalezione na pewnej stronce. Wysłałem CV i portfolio i odhaczyłem kolejny spełniony obowiązek „bezrobotnego poszukującego”. Ku mojemu zdziwieniu dostałem odpowiedz. I to nie klasyczne „dziękujemy się odezwiemy”, a email z pytaniem na temat mojej poprzedniej pracy itd. Tak się trochę mienialiśmy mejlami, z pytaniami o oczekiwane zarobki, doświadczenie w pracy na samodzielnym stanowisku i padł tekst, że odezwa się w sprawie ewentualnej rozmowy. I wtedy uznałem sobie że mnie skreślili. Dlatego jeszcze bardziej się zdziwiłem, że zaprosili mnie na gadkę. Problem w tym, że w Gliwicach. Dwie godziny jazdy, autobusem, pociągiem i ponownie busem. No, ale czego się nie robi dla szansy pracy w porządnie wyglądającej firmie.
W poniedziałek, dwa dni przed rozmową, zadzwoniła kobieta z innej firmy zapraszając mnie na ten sam dzien. I żaden inny, wtorek, czwartek odpada, rozmowy maja tylko w środy. No wiec delikatnie spuściłem ją na bambus uznając, że firma, która odzywa się po miesiącu od otrzymania życiorysu jest mniej warta uwagi niż taka z która, jak mi się wydawało, jestem ugadany. No więc pojechałem. Spędziłem w podróży i na miejscu 5 godzin, wydałem 11 złotych na bilet, a na miejscu okazało ze facet chce mnie tylko poznać i pogadać. Jakbym wiedział, zadzwoniłbym sam do niego, żeby pogadać i podał konto na naszej-klasie.
Co mnie irytuje tak bardzo to fakt, że przeszła mi koło nosa jedna rozmowa, a widzę, że tamta firma znów szuka grafika. Jasne, mogę wysłać jeszcze raz i czekać kolejny miesiąc. A tak, kto wie, może miałbym już pracę albo przynajmniej spokój sumienia.
Cały czas zastanawiam się czy to nie przypadkiem czas, żeby olać szukanie pracy i założyć własną działalność. I wydawać komiksy ;) (śmieszne, haha – dop. red.), stracić mnóstwo pieniędzy i efektownie spalić się w próbie bycia wielkim, albo wspaniałym. Lub cholernie wizjonerskim i fenomenalnie godnym podziwu.
*Pawłow próbował wcześniej na kocie, niestety po trzech dniach na dźwięk dzwonka przynosił kotu jedzenie.
A teraz z zupełnie innej beczki. Starając się autopromować, wzbogacać swoje emploi i być super zajebistym rysownikiem założyłem, oprócz twittera jak z boku, własną stronę. Możecie ją obejrzeć pod adresem www.wojtekgrzegorek.pl (tak, naprawdę mam na imię Wojtek). Oczywiście wszelkie komentarze, rady i flamewary mile widziane.
Inne wpisy być może podobne:
Wpis opublikowany , o 23:00 w kategorii Listy z Dunwich. Możesz śledzić komentarze przez RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz, lub trackback z własnej strony.



Szukanie pracy, to już wyższy etap. Ja na razie jestem w trakcie poszukiwania stażu między studiami licencjackimi (skończonymi), a magisterskimi (które dopiero zacznę). Na wysłane CV instytucje kultury się odezwały, lecz gdy dowiedziały się, iż poszukuję stażu (czytaj płatnego), a nie praktyk (darmowych). Nagle zamilkły. Tylko jeden MOK napisał mi, że mogą mi zaoferować darmowy staż. Ale praca 8 godzin, pięć dni w tygodniu za darmo,to trochę boli, a wcześniejsze doświadczenia nauczyły mnie jaki jest zapieprz w tego typu miejscach. W każdym razie powodzenia w poszukiwaniach, może coś ruszy.
Ja mam juy 5 lat doswiadcenia w branży. I może dlatego jak ludzie slysza ile chcę zarabiać (a podaje srednie zrobki grafika z moim doswiadczeniem bez mjego doświadczenia minus tysiac) to im długopisy z ręki wypadają.
To nie wiem, czy pracodawca woli mniej płacić niedoświadczonemu? Raczej nieopłacalne, ale teraz większość gada przy rozmowach, że nie zarabia i musi oszczędzać. Ta wszyscy kurde działają charytatywnie, tyle że po nich tego nie widać. A ten koleś z Gliwic to przegiął lekko.
Oni wola placić doświadczonemu tak jak świeżakowi. Tylko niestety tak też nie jest. Gadałem z facetem który jest szefem jednegoz działów graficznych w Maspexie. Rok temu lasce po takich studiach jak moje bez doswiadczenia dali 2 tysaice netto na start.
Ostatnie komentarze
Redakcja
JAPONfan
Zobacz też
Powszechna Baza Recenzji
B180 - podcast o Batmanie
Vidcast Migawki z miasta
Co mówiłem, durniu?
Szorty godai'ego
Dolna Półka
Komiksiarze
Pozostałe
Wokół komiksu
Niekompletne tagi
Adminaczu
Działamy na Wordpress. | Projekt godai wg Joni Ang. | Publikowane materiały na licencji cc-by-nd. | On-line od 1999 r.