JAPONfan | 26.06.2009, o 23:00 | W kategorii Listy z Dunwich

Uuuu, panika na światowych giełdach. Liczba wysłanych CV przekroczyła setkę. Ponoć wymarzonej pracy szuka się rok. Ponoć też w szukaniu pracy istnieje zasada 10%. Dziesięć procent firm, do których wysłaliśmy CV się odzywa i z tych 10% z jednej dostajemy ofertę pracy. Teoretycznie więc powinienem mieć pracę. która jest moja wymarzoną w 1/3.

Dziwnie jednak dalej szukam pracy. Dziś byłem na kolejnej rozmowie. Szefami są kobiety. A mam uraz do nagromadzenia chromosomu X na stanowiskach nade mną. Mam trochę jak pies Pawłowa* i co prawda się nie ślinię, ale jestem dalece ostrożny w takich kontaktach. Wyuczony szowinizm pracowniczy.

Ale roboty nie dostałem, na razie czeka mnie wykonanie „testowego” zlecenia.

W każdym razie zabierając się za pisanie tego listu miałem na wątrobie jedną z wcześniejszych rozmów jakie odbyłem.

Znajomy przesłał mi ogłoszenie znalezione na pewnej stronce. Wysłałem CV i portfolio i odhaczyłem kolejny spełniony obowiązek „bezrobotnego poszukującego”. Ku mojemu zdziwieniu dostałem odpowiedz. I to nie klasyczne „dziękujemy się odezwiemy”, a email z pytaniem na temat mojej poprzedniej pracy itd. Tak się trochę mienialiśmy mejlami, z pytaniami o oczekiwane zarobki, doświadczenie w pracy na samodzielnym stanowisku i padł tekst, że odezwa się w sprawie ewentualnej rozmowy. I wtedy uznałem sobie że mnie skreślili. Dlatego jeszcze bardziej się zdziwiłem, że zaprosili mnie na gadkę. Problem w tym, że w Gliwicach.  Dwie godziny jazdy, autobusem, pociągiem i ponownie busem. No, ale czego się nie robi dla szansy pracy w porządnie wyglądającej firmie.

W poniedziałek, dwa dni przed rozmową,  zadzwoniła kobieta z innej firmy zapraszając mnie na ten sam dzien. I żaden inny, wtorek, czwartek odpada, rozmowy maja tylko w środy. No wiec delikatnie spuściłem ją na bambus uznając, że firma, która odzywa się po miesiącu od otrzymania życiorysu jest mniej warta uwagi niż taka z która, jak mi się wydawało, jestem ugadany. No więc pojechałem. Spędziłem w podróży i na miejscu 5 godzin, wydałem 11 złotych na bilet, a na miejscu okazało ze facet chce mnie tylko poznać i pogadać. Jakbym wiedział, zadzwoniłbym sam do niego, żeby pogadać i podał konto na naszej-klasie.

Co mnie irytuje tak bardzo to fakt, że przeszła mi koło nosa jedna rozmowa, a widzę, że tamta firma znów szuka grafika. Jasne, mogę wysłać jeszcze raz i czekać kolejny miesiąc. A tak, kto wie, może miałbym już pracę albo przynajmniej spokój sumienia.

Cały czas zastanawiam się czy to nie przypadkiem czas, żeby olać szukanie pracy i założyć własną działalność. I wydawać komiksy ;) (śmieszne, haha – dop. red.), stracić mnóstwo pieniędzy i efektownie spalić się w próbie bycia wielkim, albo wspaniałym. Lub cholernie wizjonerskim i fenomenalnie godnym podziwu.

*Pawłow próbował wcześniej na kocie, niestety po trzech dniach na dźwięk dzwonka przynosił kotu jedzenie.

A teraz z zupełnie innej beczki. Starając się autopromować, wzbogacać swoje emploi i być super zajebistym rysownikiem założyłem, oprócz twittera jak z boku, własną stronę. Możecie ją obejrzeć pod adresem www.wojtekgrzegorek.pl (tak, naprawdę mam na imię Wojtek). Oczywiście wszelkie komentarze, rady i flamewary mile widziane.


Inne wpisy być może podobne:

Podziel się na:
  • Twitter
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Flaker
  • Śledzik
  • Blip
  • del.icio.us
  • Technorati
  • RSS


Wpis opublikowany , o 23:00 w kategorii Listy z Dunwich. Możesz śledzić komentarze przez RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz, lub trackback z własnej strony.

4 komentarzy

    stoniu dnia 02.07.2009 @ 13:21

    Szukanie pracy, to już wyższy etap. Ja na razie jestem w trakcie poszukiwania stażu między studiami licencjackimi (skończonymi), a magisterskimi (które dopiero zacznę). Na wysłane CV instytucje kultury się odezwały, lecz gdy dowiedziały się, iż poszukuję stażu (czytaj płatnego), a nie praktyk (darmowych). Nagle zamilkły. Tylko jeden MOK napisał mi, że mogą mi zaoferować darmowy staż. Ale praca 8 godzin, pięć dni w tygodniu za darmo,to trochę boli, a wcześniejsze doświadczenia nauczyły mnie jaki jest zapieprz w tego typu miejscach. W każdym razie powodzenia w poszukiwaniach, może coś ruszy.


    JAPONfan dnia 03.07.2009 @ 11:19

    Ja mam juy 5 lat doswiadcenia w branży. I może dlatego jak ludzie slysza ile chcę zarabiać (a podaje srednie zrobki grafika z moim doswiadczeniem bez mjego doświadczenia minus tysiac) to im długopisy z ręki wypadają.


    stoniu dnia 03.07.2009 @ 13:10

    To nie wiem, czy pracodawca woli mniej płacić niedoświadczonemu? Raczej nieopłacalne, ale teraz większość gada przy rozmowach, że nie zarabia i musi oszczędzać. Ta wszyscy kurde działają charytatywnie, tyle że po nich tego nie widać. A ten koleś z Gliwic to przegiął lekko.


    JAPONfan dnia 03.07.2009 @ 21:19

    Oni wola placić doświadczonemu tak jak świeżakowi. Tylko niestety tak też nie jest. Gadałem z facetem który jest szefem jednegoz działów graficznych w Maspexie. Rok temu lasce po takich studiach jak moje bez doswiadczenia dali 2 tysaice netto na start.


Zostaw komentarz
Jak dodać własny awatar do komentarzy?

lub