godai | 23.06.2009, o 10:00 | W kategorii O literaturze

Nie pamiętam dokładnie, kiedy przeczytałem Wyspę Delfinów pierwszy raz, ale to był koniec lat 80-tych, wkrótce po tym, jak wyszła w Polsce, czyli miałem pewnie z 10 lat. Już wtedy była dość wiekowa, ale było to przed rewolucją informacyjną i nie czuć było tego kurzu właściwego przestarzałej fantastyce. A poza tym, dla chłopaka w tym wieku, wtedy, świat techniki nie był czymś tak oczywistym jak obecnie.

Tak naprawdę, prócz samego pomysłu i (jak na koniec lat 60-tych, kiedy książka powstała) lekko futurystycznych gadżetów, to nie ma w niej fantastyki. Clarke zawsze bardziej wierzył chyba w science niż w fiction i starał się dokładnie opracowywać swoje pomysły.

Oto nieszczęśliwa sierota, biedny nastolatek ucieka z domu i wpada w opresję, z której ratują go delfiny. Holują go z miejsca katastrofy statku wprost na wyspę, gdzie mieszka dobry profesor, który gada ich językiem.  I wokół tego kręci się akcja, bo ratując Johnego, delfiny oczekują w zamian pomocy profesora Kazana i jego ekipy i to pomocy nie byle jakiej. Mądry Rosjanin zaczyna więc zakrojone na wielką skalę badania i odpala projekt obliczony prawdopodobnie na pokolenia. Oczywiście nie obywa się bez perypetii, w których bohaterstwem może wykazać się protagonista.

To prosta powieść i można ją zaliczyć w jeden dzień. Aż się zdziwiłem, że jest taka krótka i prosta. Ale jeśli czyta się coś po 20 latach, to można zmienić punkt widzenia.

Jest w niej też sporo wspomnianego kurzu. Niektóre rzeczy już się zestarzały – jak taśmy czy łączność radiowa w czasach satelitów. Inne śmieszą, jak chłopak dzwoniący do muzeum, aby wyświetlić na ekranie komputera zdjęcie z ich zbiorów (no, ale w tamtych czasach ARPAnet nawet nie istniał, a co dopiero WWW). Chociaż, z drugiej strony, ja lubię takie klimaty – tak jak stare powieści Zajdla czy Parowskiego. Zdobywanie kosmosu z magnetofonem pod pachą ma ten posmak heroizmu i lądowania na Księżycu w konserwie, którą normalny człowiek nie wyjechałby dziś na osiedlową ulicę.

Za to niezłe opisy nurkowania na rafie. Ot, taka przygodówka, raczej dla nastolatków.

Mimo wszystko, fajnie było odświeżyć lekturę z dzieciństwa, kiedy wszystko to mnie fascynowało. Dziś, niestety, świat się dla mnie skurczył. Szkoda. Wielka szkoda.

wyspa_delfinowWyspa Delfinów

Autor: Arthur C. Clarke
Stron: 206
Wydanie: Alfa, 1986
Cena: 400 zł


Inne wpisy być może podobne:

Podziel się na:
  • Twitter
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Flaker
  • Śledzik
  • RSS


Wpis opublikowany , o 10:00 w kategorii O literaturze. Możesz śledzić komentarze przez RSS 2.0. Możesz zostawić komentarz, lub trackback z własnej strony.

12 komentarzy

    pjp dnia 23.06.2009 @ 11:42

    400 zł? Ja pierdziu! A zakładka do tego to pewnie z 300 zł ;P.


    Maciej dnia 23.06.2009 @ 12:04

    O, pamiętam to! :)
    Też czytałem dawno temu.


    au dnia 23.06.2009 @ 17:22

    biały delfin Um mi sie przypomniał.


    Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 24.06.2009 @ 15:25

    Cholera, strasznie drogi komiks :P
    Przypomniał mi się Flipper.


    Rob dnia 24.06.2009 @ 18:29

    Dr.Agon, ale to nie komiks akurat.


    Siegfried dnia 25.06.2009 @ 16:17

    ostatnio ogladalem Logan’s Run- film z 1976, dzielo z ktorego nasza seksmisja czerpala wg mnie “pelnymi garsciami”.
    co mnie uderzylo – calosc wygladala jakdzisiejszy film klasy D ze slabymi efektami specjalnymi – cala reszta jakos by uszla w dzisiejszych realiach. to wlasnie jest wielka zagadka fantastyki – ciezko sie jej zestarzec


    godai dnia 25.06.2009 @ 21:30

    No, Ucieczka Logana to klasyk jest.

    Dobra fantastyka ma to do siebie, że się tylko wierzchnia warstwa kurzy, cały ten sztafaż, kasety z danymi, gwiazdoloty i miotacze.


    au dnia 25.06.2009 @ 23:26

    u Logana były fajne miotacze.
    ale czy seksmisja tak bardzo czerpała z tego? ja nie jestem przekonany.

    ech, gwiazdoloty, tasmy z danymi, pola siłowe… Lem mi się przypomina, się chowałem na Niezwyciężonym, Solaris i Pirxie… fantastyka sprzed Gwiezdnych Wojen i nawet sprzed Startreka. niby takie retro i niepoważne dzisiaj, ale jak kogoś wyssało z pojazdu w próżnię to wybuchały mu gałki oczne i płuca. a nie “fazery na ogłuszanie” i “beam me up, Scotty”.


    Siegfried dnia 26.06.2009 @ 09:30

    ja mialem wrazenie jakbym ogladal seksmisje,pomijajac oczywiscie drobne szczegoly ;)


    au dnia 26.06.2009 @ 12:20

    na nowym Terminatorze tez miałeś wrażenie ze to Seksmisja? może powinienes zacząć leczyć tego Alzheimera?


    Siegfried dnia 29.06.2009 @ 15:42

    nowego terminatora jeszcze nie widzialem, ale tezmoze tak byc :D


    Hain | GNIAZDO ŚWIATÓW - Worlds Nest - Гнездй миров - Nest der Welten - Nid des mondes - Jerarquía de mundos dnia 30.06.2009 @ 10:04

    [...] tym samym pudle, w którym była Wyspa Delfinów, znalazłem też masę innych książek. Postanowiłem pójść za ciosem i ponadrabiać, a raczej [...]


Zostaw komentarz
Jak dodać własny awatar do komentarzy?

lub