Hellblazer. Demon stróż

John Constantine to postać ze wszech miar nieciekawa. Nie dość, że nałogowy palacz, moczymorda bez krzty kultury i odrobiny szacunku dla jakichkolwiek wartości, to jeszcze para się czarną magią. Jego przyjaciół zawsze spotykają nieszczęścia, a kobiety w jego otoczeniu tylko proszą się o kłopoty. Rozkopywanie grobów, czytanie zakazanych ksiąg, ćwiartowanie archaniołów piłą mechaniczną, diabelskie pakty i rzucanie wymyślnych klątw to jego chleb powszedni. Przy tym wygląda jak zniszczony życiem, przyodziany w prochowiec Sting. Czy wspominałem już, że dzieje się to w oparach whisky i kłębach dymu?

ConstantineA jednak, wbrew wszystkiemu, John to postać, hm, może nie pozytywna , ale jednak stojąca po stronie „tych dobrych”, choć mag i prywatny detektyw to wbrew pozorom obrońca ludzkości. Kto inny bowiem, jeśli nie on, stanie między nami a piekłem, gdy to już nadejdzie?

Komiksowa postać Hellblazera święci triumfy od lat wśród fanów na całym świecie. Odkąd pojawił się po raz pierwszy w serii Swamp Thing przeszedł bardzo długą drogę jako postać. Można uznać go w zasadzie za archetyp antybohatera, wraz z całym jego sztafażem i nieodłącznymi atrybutami każdego outsidera. Gdy John doczekał się własnej serii w stajni Vertigo – jest to imprint wydawnictwa DC, zajmujący się publikacją ambitniejszych komiksów, skierowanych raczej do dorosłego odbiorcy – jego przygody miało okazję tworzyć wielu słynnych scenarzystów.

Polskiemu czytelnikowi są one dostępne od zeszłego roku, kiedy Egmont wydał TPB* Niebezpieczne nawyki. I należałoby z całym przekonaniem powiedzieć: – No, nareszcie!

Pierwszy wydany u nas album zawiera wątki, na podstawie których powstał kilka lat temu film z Keanu Reevesem w roli głównej. Mocno różniący się od komiksowego oryginału. W komiksie bowiem historia ma się nieco inaczej.

Pewnego pięknego, brytyjskiego dnia Constantine, jak co dzień, wypluwa z siebie fontanny krwi, by wkrótce dowiedzieć się o raku płuc w stadium tak zaawansowanym, że w zasadzie mógłby od razu umrzeć. Jak wiemy nie należy jednak do ludzi, którzy łatwo się poddają i postanawia po raz ostatni w swoim życiu zawalczyć. Sięga oczywiście po magię, zarówno tę biała, jak i czarną. Odwiedza starych znajomych , w tym archanioła Gabriela, a także, niejako mimochodem, poi wodą święconą samego Szatana. Na koniec zaś sprzedaje duszę. Ale nie napiszę komu, by nie psuć przyjemności lektury.

Z pewnością znajdzie się spora grupa czytelników, których to szaleńcze, obrazoburcze działania zdegustuje do cna. Sądzę jednak, że warto sięgnąć po przygody niepokornego Johna, choćby ze względu na to, że scenarzystą wszystkich wydanych dotąd w Polsce albumów (Niebezpieczne nawyki 2008, Strach i wstręt 2008, Chora miłość 2009) jest Garth Ennis, autor między innymi cieszącej się dużym uznaniem fanów i krytyki serii Kaznodzieja. To scenarzysta znany ze swoich bezkompromisowych opowieści, rozprawiających się ze schematami i pozostawiających czytelnika z mieszaniną niesmaku, zaskoczenia i zadumania. Pod pozornie niepotrzebnie brutalnymi i odartymi z wartości perypetiami bohaterów przemyca gorzką, bolesną krytykę współczesnego świata i społeczeństwa, ludzkich postaw, wartości i wiary.

Na pewno są tacy, którym taki obraz się nie spodoba. Cóż , sądzę jednak , że na Johnie nie zrobi to wrażenia.

*TPB – skrót od trade paperback – nazwa określa zbiorcze wydania komiksów, zawierające zazwyczaj kilka, kilkanaście zeszytów, w formie miękkookładkowego tomu.

 

nawyki_okJohn Constantine – Hellblazer: Niebezpieczne nawyki

Scenariusz: Garth Ennis
rysunki: William Simpson.

Wyd. polskie: Egmont 2008.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba