29. Warszawskie Spotkania Komiksiarzy

W zasadzie konwent jeszcze dziś trwa, ale jako, że nie jestem zainteresowany Kaczorem Donaldem ani Gwiezdnymi Wojnami ani drętwym spotkaniem ze znajomymi prowadzącymi wydawnictwa, z którymi spotkałem się już wczoraj na luzie – to odpuszczam. Ten drugi dzień WSK to taki sztuczny twór mocno dla mnie, w zasadzie wrzucony chyba dla podbicia już i tak niebotycznego prestiżu imprezy.

Pokuszę się więc o kilka słów podsumowania.

Przede wszystkim – środowisko jest mikre. W zasadzie każdy tu zna każdego, przewijają się wciąż (z małymi wyjątkami) te same twarze, sporadycznie pojawiają się nowi. Mówię tu oczywiście o „fandomie”, nie o przypadkowych czytelnikach, którzy nie wiedzą, czym się strzela z dupy i co to plecy konia, za to w rozkosznej błogości oddają się lekturze.

Stoiskowe rozważania pozwoliły nam kolejny raz dojść do wniosku, że czytelnik komiksu w Polsce ma nieźle. Może nie super, ale całkiem przyzwoicie – zresztą nawet rozrzut rzeczy, które ja przywiozłem ze sobą wskazuje na to samo – za to wydawca to w zasadzie musi być albo gigantyczne wydawnictwo książkowe, które sobie generuje trochę ruchu tym śmiesznym segmentem, albo jakiś zapaleniec, co z ogniem w oczach poświęca wolny czas na wydawanie. Nihil novi.

Czytelnik ma dobrze – przywiozłem sobie amerykańca, tę japońską podróbę komiksu, polskie rzeczy, magazyn, słowem wszystko. Ale jestem dużo uboższym człowiekiem. Rozumiem WSZYSTKO, rozumiem koszta, podatki, licencje, narzutu, zajebistość materiału, masturbację twardą oprawą (i cenę tektury) i wszystko inne. Mój rozum to ogarnia. Ale moje serce mówi – drogie kurewsko jest to hobby. Książki jakbym czytał albo wódkę pił, to bym był bogatszy.

No i szatnia. A raczej jej brak. Kogo obchodzi, że jakieś komiksowe cioty jadą kilkaset kilometrów w ciężkich kurtkach, nierzadko z bagażem i śpiworami. Że niby gdzieś to zostawić mieli? Że co? Chyba, że coś przegapiam, ale „niewydaje mniesie”.

Jaki był sam konwent? Nie wiem. W planie nie było nic, co chciałbym odwiedzić czy zobaczyć, jedyny wyjątek stanowiła Bitwa Komiksowa.

Tak naprawdę, było to duże i drogie spotkanie towarzyskie, zlot komiksiarzy, aby przybić piątkę, wymienić się własnymi produkcjami, napić się i piwa i pogadać jak biali ludzie.

To bardzo dużo. Ba, to wspaniale. Ale impreza komiksowa powinna się kręcić wokół czegoś zupełnie innego, a socjalizowanie się powinno być dodatkiem. Osobiście mierny ode mnie za program. Prywatne moje zdanie i nikomu nic do tego, może ktoś zaorgazmił – tym dla niego lepiej.

Pała za organizację i informację.

I trzy z dwoma za dość kiepskie miejsce – lokalizacja może i prestiżowa, ale sam lokal – do bani.

Acha, i o ile produkty komiksowe się sprzedały w stopniu pokrywającym koszta (tak, Szrama też), to stoisko mi się nie zwróciło. Mimo podzielenia go na trzy.

UWAGA AKTUALIZACJA!

Galeria dostępna po kliknięciu niniejszego linku. Film z BK poniżej.

[wpyt_profile1]wrcI4d-RiJg[/wpyt_profile1]

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Co do stoisk i oświetlenia się zgadzam. Poza tym, lepiej by było, jakby stoiska były na jednym poziomie, a nie KG i DP na poziomie wejścia, Egmont i Timof na końcu W CIPĘ długich schodów. Oświetlenie wieczorem było za słabe, a po 17. to rzeczywiście mało kto kupował.

  • karolkonw

    fakin helll….
    ciut żaluje żeśmy nei przyjechali myśl o pifku w dobrym towarzystwie wyciska łzy wspomnień z łooooooooocciiii echhh

  • Ten drugi dzień WSK to taki sztuczny twór mocno dla mnie, w zasadzie wrzucony chyba dla podbicia już i tak niebotycznego prestiżu imprezy.

    >> a dla mnie to zajebiste, że zobaczyłem dzisiaj na spotkaniu z rysownikiem donalda prawie pełną salę dzieciaków.

    Jaki był sam konwent? Nie wiem. W planie nie było nic, co chciałbym odwiedzić czy zobaczyć, jedyny wyjątek stanowiła Bitwa Komiksowa.

    >> a co np byś chciał odwiedzić?

  • Niewątpliwie to fajne, że dzieciaki przyszły na Donalda.

    Ale to wiesz, trochę jakby inny konwent :) Dla ciebie ciekawostka, mnie nie obeszło, bo Donalda nie czytuję, a widok masy dzieciaków nic mi nie robi, bo 99% z nich za kilka lat będzie się wstydziło, że czytało kiedyś komiksy.

    Co bym chciał zobaczyć, odwiedzić, spotkać? Nie wiem sam. Na pewno kilka wizyt by mnie interesowało, na pewno plany i dyskusje wydawców, ale w jakieś sensownej formie, a nie co roku to samo, zestaw identycznych pytań i powtarzanie tego, co znam z sieci. Jest pierdyliard rzeczy, jak chociażby warsztaty, panele dyskusyjne, mnóstwo spraw.

  • Kurwa, plecy konia :/
    na fotografii

  • Bo Ci żyłka pęknie. Rozumiem, kryzys wieku średniego, drogie stanowisko, doceniam(y) to że poświęcasz czas i pieniądze na wydawanie jakiś Szram… ale czego tak właściwie spodziewałeś się po WSK?

  • Mysza

    Darth, proszę cię, umrzyj.

    Pan Godai ma rację – gdyby nie okazja na ciekawe spotkania towarzyskie, to jeżdżenie na WSK (jako czytelnik) nie miałoby najmniejszego sensu. Organizator nie zapewnił nic, żadnej atrakcji, która sama w sobie mogłaby przyciągnąć odwiedzających.
    Co nam po wolnym wstępie na imprezę, jeśli nic się na niej nie dzieje?

  • Darth, ja mam do ciebie serdeczną prośbę – wypierdalaj ze WSZYSTKICH moich stron. Od następnej wizyty zacznę ustawiać bany na cały espol na poziomie serwera. Żegnam cię, idź trollować na BK.

  • Eh, są ludzie… I zwisy Dr. Manhattana…

  • a

    wybrałam się głównie po to by się obłowić wydawnictwami Dolnej Półki – i nie udało mi się. kiedy przyszłam wieczorkiem (pod bitwy komiksowe), stoiska już nie było. szkoda, panowie.

  • Przepraszam, że to powiem, ale „kto późno przychodzi…”. Faktycznie, staliśmy do jakiejś 18, może trochę dłużej, większość wydawców została jeszcze trochę.

    Nic straconego, można dostać przez allegro – http://www.dolnapolka.pl – są tam też namiary na sklepy.

  • a

    ależ to wszystko jest oczywiste i zapewne tak uczynię, jednak zanim się zbiorę… a tak to była mobilizacja. btw, można gdzieś jeszcze dostać kolektyw #1?

  • #1 i #2 już od dawna nie ma – jeżeli, to jedynie ktoś może rzucić na Allegro, jeśli będzie wyprzedawał kolekcję. Albo Death sprzeda „oryginalnie zafoliowane” za 10-krotność okładkowej ;)

    Tak na serio, to ciężko. Nawet w naszym archiwum „wydawcy” do niedawna nie mieliśmy egzemplarza archiwalnego, znalazł się przypadkiem u jednego z twórców, zapomniany. Chyba można liczyć na jakąś szansę, że to się powtórzy w okolicach MFK – ktoś ma gdzieś zapomniany. Ale to raczej szansa nikła.

    Wszystkie pozostałe rzeczy są jeszcze w sklepach internetowych, a część także u nas bezpośrednio.