Groza

Mafia kojarzy się przeciętnemu zjadaczowi chleba w Bolandii z urokliwym, romantycznym obrazem starych, honornych gangsterów, którzy palą cygara, noszą kapelusze i żartobliwie wrzucają sobie do wyrka końskie łby.

Starszym z nas przypomina się jeszcze nieustraszony komisarz Corrado Cattani, niezłomny gliniarz z Sycylii, który sam jeden rozpracowywał mafię.

Ani ten pierwszy barwny hollywoodzki obraz cosa nostry ani ten bliższy brudnej rzeczywistości włoski serial nie przystają za bardzo do obecnego od niedawna na polskich ekranach obrazu Gomorra.

Inicjacja

Jest to dość mocny i przejmujący obraz o camorrze, rodowitej włoskiej mafii, a konkretnie jej neapolitańskim miejscowym odłamie. Próżno szukać w nim eleganckich donów w garniturach, kasyn, malowniczych strzelanin czy rodzinnych zebrań. Gangsterzy z Gomorry to prymitywne karki, niedogolone buraki w podkoszulku na ramiączkach, spocone i spalone na solarium.

Nie ma tu wielkich, honornych osobowości, tylko kilku małych oślizgłych skurwysynów, kierujących paczką innych oślizgłych skurwysynów. Wielka organizacja to tak naprawdę zbieranina mętów i przypadkowych ludzi. Żołnierze mafii to tępe dresiki, handlujące herą, wymuszające haracze, biegające po ulicach z bronią palną i wybijające siebie nawzajem w niezrozumiałej wojnie-rebelii.

Camorra to ten starszy facet w ortalionowej wiatrówce, który co miesiąc przynosi parę euro choremu emerytowi i słomianej wdowie, której mąż odsiaduje wyrok za mafię.

Camorra to nastoletnie gnojki, chuderlawe szczyle, dzieciaki, które jeszcze wczoraj były kumplami. „To jest wojna – mówi jeden z nich – wczoraj byliśmy braćmi. Dzisiaj jest wojna, ty jesteś po przeciwnej stronie. Ja mogę zabić ciebie, ty możesz zabić mnie. Braćmi byliśmy wczoraj”.

Camorra to także krawiec, który nocami skrawa sukienki haute couture niczym dla Scarlett Johansson, za to po 30€ za sztukę. To ten szemrany biznesmen, który zajmuje się utykaniem na polach biedoty i w zapomnianych zbiornikach na paliwo beczek z toksycznymi odpadami. To dziwki, kasjerki, kierowcy, celnicy, urzędnicy…

Camorra to ci wszyscy ludzie żyjący na krawędzi biedy, którzy mieli to nieszczęście, że urodzili się w złym świecie. Przed mafią nie da się uciec, nie można jej ominąć, można spróbować ją porzucić, ale film nie pozostawia złudzeń, że to krok desperacki i niełatwy.

Wielka organizacja, potężna ośmiornica to maszyna składająca z małych, plugawych, ohydnych trybików, ani romantyczna, ani piękna, w niczym nie przypominająca Chłopców z ferajny. Nawet stary don Zio, jedyny skurwysyn z honorem pośród skurwysynów bez honoru nie jest postacią, dla której moglibyśmy żywić jakiekolwiek odczucia prócz odrazy.

Ocalony ze strzelaniny

Gomorra to film ciężki w odbiorze. Jest dość długi i skręcony w męczący sposób. Dużo zbliżeń, dużo ciasnych ujęć, bardzo statyczna głębia (czy raczej jej brak). Świat przedstawiony jest dopełnieniem scenariusza – to świat bury, szary, beznadziejny. Dodatkowo bohaterowie szwargoczą w gwarze neapolitańskiej, która do włoskiego podobna jest tak, jak gwara śląska do polskiego, więc z ekranu zalewa widza jakiś językowy horror.

Polecam ten film, chociaż potrafi zmęczyć. To film dobry, w zalewie hollywoodzkiej kolorowej sensacyjnej tandety całkiem odmienny. Niemal paradokumentalny, zostaje gdzieś pod czachą jak takie cholerne ziarnko piasku pod powieką.

Dla ciekawych – trailer.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • mnie bolało. właśnie przez tą paradokumentalną manierę i celebrowanie długich ujęć. snuj straszliwy. no i np wątek dwóch leszczy co postanawiają pokazać Kolumbijczykom gdzie ich miejsce w 100% przewidywalny.

  • au

    a u nas to najwyżej Krauze nakręci film wybielający dwóch skurwysynków którzy zajebali dwóch innych skurwysynków, albo Adamik czy inny Zgnilski takie obspermione pedalskie gówno jak ostatnie odcinki w trzecim sezonie Pitbula, gdzie każdy morderca był biednym skrzywdzonym przez zpołeczeństwo bohaterem romantycznym.