20. słowo na niedzielę

Nie mam szczęścia ostatnio. Jak nie 200. wpis, to 20. w cyklu. Chciałbym napisać coś mądrego, górnolotnego, patetycznego, intertekstualnego i podobnego do promieni, ale nic z tego.

Napiszę dziś o czym innym, a konkretnie o tym, że nikt nie kojarzy Gwiezdnych Wojen.

Nie chodzi tu nawet o Żonę, która obejrzała oryginalną trylogię w wieku lat 29, ale nawet ona odróżnia Hana od Luke’a (chociaż czasem nie do końca jest pewna, jaka jest różnica między tym drugim, a Anakinem), i wie, że ta z preclami na łbie to siostra tego drugiego (Lucke’a, nie Anakina).

GW siedzą w każdym. W każdym, niezależnie od pokolenia.

Niedzielne popołudnie, tatuś z Zuzanką w bawialni, dziecię swawoli w kulkach, zanurzone po szyję, tatuś zaledwie do pół uda, gdy nagle kątem oka w sąsiedniej klatce z kulkami dostrzega kilkoro 6-, 8-latków i słyszy kątem ucha:

Nie, nie! Teraz jesteśmy w tym śmietniku i właśnie nas zgniata!

Nie ma to, jak mieć ojca maniaka – masz pewne, że pokaże ci wszystkie najważniejsze filmy świata. Być może wszystkie trzy naraz. Choć może to matka, silna, samodzielna kobieta, fanka panny Organy.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba