12. słowo na niedzielę

Beyonce Knowles, taka piosenkareczka (OK, taka maksymalna gwiaździcha tego rodzaju muzy, której kompletnie nie słucham) przyznała, że chciałby zagrać w filmie.

Że chciałaby zagrać w filmie superbohaterskim. To to ostatnio jest zdaje się bardzo czoko. W sensie takie filmy.

I ona, ta gwiazdka, znaczy się, uznała, że najlepiej, jakby zagrała Wonder Woman.

Bo, argumentacja jest taka, skoro Barack został prezydentem, to teraz jest na to świetny moment.

Szczerze? Czarnego Batmana też nie zniosę. I nie obchodzi mnie, jak bardzo jesteśmy anty-biali i pro-kolorowi, ale to jest ikona. To tak, jak nie wiem, Kot z Cheshire bez zębów? Albo jakbyśmy zamiast Alicji dali Maciusia.

Albo, nie przymierzając, horror sprzed pół życia. Kiedy zaczęło się w połowie lat 90-tych mówić poważnie o ekranizacji Władcy Pierścieni i jakiś skretyniały palant feministyczno-homofobiczny zasugerował, żeby wywalić ogrodnika Sama i dać zamiast niego ogrodnicę. Samicę, najlepiej. Bo tak będzie lepiej.

Szkoda, że nie na kierowniczym stanowisku. Na szczęście pomysł upadł.

Więc Nowa Czarna Wonder Woman?

Mam nadzieję, że piosenkarka będzie śpiewać. Bo śpiewacy na aktorstwie się gówno znają zwykle. Tak, jak z małymi wyjątkami aktorzy gówno znają się na śpiewie.

No, a skoro wylazł ze mnie rasista, to tylko nawiążę do powyższego linka i napomknę o nowym ataku żółtego niebezpieczeństwa. Azjatyckie Biuro Nieruchomości. Nalepki na trasie do IKEA Janki, na żółtym (no proste) tle numer telefonu.

666-xxx-999

Łapiecie to? Najpierw liczba Szatana w/g Apokalipsy Św. Jana, a potem jeszcze według innej tradycji (nie chce mi się ryć teraz biblioteki), która mówi, że liczba Bestii to nie trzy szóstki tylko trzy odwrócone dziewiątki.

I niech ktoś zaprzeczy, że te skośne diabły nie planują tu nam jakiejś inwazji w iście dickowskim stylu!

To nawet ich przekleństwo jest. To takie o ciekawych czasach.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba