Muszę wyrwać trzy zęby

Mini-wywiad z Bartoszem Sztyborem, dziennikarzem i krytykiem, ale przede wszystkim scenarzystą komiksowym, m.in. zdobywcą nagród w obu kategoriach na MFK 2008, autorem niezliczonej ilości komiksowych historii.

Bartek 11:30:59
a ja, tak w ogóle, to ja chciałem z Tobą mini-wywiad sieknąć

Bartek Sztybor 11:31:17
co to znaczy mini-wywiad? :)

Bartek 11:31:28
to znaczy wywiad krótki. z 5-6 pytań i narty

Bartek Sztybor 11:31:37
aha

godai: Jak się spojrzy na ilość Twoich scenariuszy, rozsianych po konkursach, zinach, magazynach i tysiącu innych miejsc, to wygląda, jakbyś miał scenariuszowy kombinat. Czy ty faktycznie sam to wszystko piszesz, czy masz takich małych niewolników i pozwalasz im się podpisywać swoim nazwiskiem, jak Bob Kane?
Skąd bierzesz takie masy pomysłów?

Bartek Sztybor: Tak naprawdę, to Bartosz Sztybor jest tylko przedstawicielem siedmiu małych Chińczyków, którzy za miskę ryżu i butelkę pepsi (koniecznie ze świątecznej promocji) siedzą w piwnicy przy malutkim biureczku i tworzą scenariusze.
A skąd oni, czy ja bierzemy takie masy pomysłów? Hm… powiem przewrotnie, że to, co powstało i powstaje, to nie jest nawet 1/100 moich (ups… wydało się) pomysłów.
A szczerze, to ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Mam od cholery pomysłów, które zapisuję po różnych zeszytach, a później wykorzystuję. Jako dzieciak od cholery czytałem, grałem, oglądałem i chyba po prostu wyszlifowałem sobie wyobraźnię.

godai: Brzmi, jakbyś teraz już tego nie robił? Dzisiaj idziesz w ślady mistrzów francuskich i się wspomagasz czy czerpiesz natchnienie z medytacji zen?

Bartek Sztybor: Papierosy, papierosy i tylko papierosy. Powiem Ci, że działają na mnie właśnie jak medytacja zen. Ktoś mnie prosi o scenariusz, a ja wychodzę na balkon, zapalam papieroska, później drugiego i trzeciego i patrzę w niebo, jak jakiś zniewieściały poeta. No i w jednej chwili nagle wpada kilka pomysłów, które filtruję i wybieram najlepszy.
Papieros, balkon, powietrze i skupienie – to jest to. Choć już w takich warunkach samego scenariusza bym nie napisał.

Szósty dzień, grafika Piotr Nowacki

Szósty dzień, grafika Piotr Nowacki

godai: W Polsce nie masz już chyba czego szukać – na Międzygalaktycznym Forum Kobiet skasowałeś nagrody w obu kategoriach. Bierzesz też pod uwagę atak na rynki zachodnie, może Azja Południowo-wschodnia?

Bartek Sztybor: Miałem propozycję z Mongolii, ale okazało się, że warunkiem wydania jest cotygodniowe współżycie z dwiema dojrzałymi Mongołkami, z których jedna miała wąsy, a druga farbowane włosy i kucyk a’la Boguś Polch. To mnie trochę odstraszyło, ale staram się dalej.
Bo, owszem, zagranica to cel, do którego dążę. Ale faktem jest, że jeszcze w Polsce jest od pyty do zrobienia. Trzeba pokazać ludziom, że komiks, to jest kurwa coś! Wiesz, to najbardziej nieodkryte medium we współczesnej kulturze. I jak tak patrzę, widzę i obserwuję, to mało kto kwapi się, by choć trochę je poodkrywać i poeksperymentować.

godai: Mało kto być może, ale przecież jest cała masa ludzi, którzy w tym coś rzeźbią. Sama lista rysowników, z którymi pracowałeś jest prawie tak imponująca jak lista scenariuszy siedmiu małych Chińczykow. Jesteś w stanie ogarnąć tych wszystkich ludzi?
Na jakiej zasadzie to działa – ktoś Cię prosi o scenariusz, czy Ty pytasz rysownika o możliwość zilustrowania przez niego Twojego tekstu?
Poruszasz się w jakimś zamkniętym kręgu, czy uderzasz też do nowych, nieznanych sobie ale ciekawych ilustratorów?

Bartek Sztybor: No, jest cała masa i to cholernie zdolnych ludzi. Jak czytam niektóre zagraniczne antologie z wielkich wydawnictw, to połowę tamtejszych rysowników bym wymienił na naszych. Dziwię się, że Polacy (poza – wielkie brawa – Markiem Oleksickim) nie przebijają się do US of A. Trzeba to będzie zmienić.
Wracając do pytania, sam się dziwię, ale jednak wszystkich rysowników ogarniam i z każdym utrzymuję kontakt. Może dlatego, że jeszcze nie współpracowałem z osobą, której bym nie lubił bądź nie polubił. I przede wszystkim cieszę się, że przez zrobienie jakiegoś komiksu ja poznałem fajnego człowieka.
A co do zasady działania, to jest różnie. Czasami ktoś mnie prosi o scenariusz, a czasami ja proszę kogoś. Jak zaczynałem, to prosiłem ja i wtedy… zgodził się tylko Maciej Pałka. To on zresztą pokazał mi środowisko od środka i reklamował mnie innym rysownikom.
A teraz jest tak, że współpracuję ze stałą paczką znajomych, ale pojawiają się też pomysły, do których nikt z grupy nie pasuje. I wtedy uderzam, szukam, choć już w trakcie pojawienia się pomysłu i napisania pierwszej strony wiem, w jakim stylu to powinno być. Bo jest tak, że jest pomysł i jest określony rysownik. Tylko czasami się zdarza, że mogę komuś innemu dać scenariusz, który tworzyłem dla kogoś innego.
Kurwa! W ogóle poszedłem w jakimś dziwnym kierunku. Złożone te pytania zadajesz!

Szanowny, grafika Wojciech Stefaniec

Szanowny, grafika Wojciech Stefaniec

godai: Obiecuję, że już kończymy. Wywołałeś Macieja, a z Tobą i nim nierozerwalnie kojarzy się chyba najlepiej znany i najbardziej niezrozumiany cykl, czyli Najwydestyluchniejszy. Od bardzo dawna w kawałkach w polskiej prasie zinowej, końca nie widać. Czy to ma jakąś dalej zaplanowaną oś fabularną? Czy będzie, jak Maciej przebąkiwał, pełny metraż? O co w tym chodzi? Kto wymyślił taki koszmarny tytuł?

Bartek Sztybor: Nie kończmy, błagam. Nikt ze mną nigdy tak długo nie rozmawiał. A ja potrzebuję rozmowy…
Co do Macieja i Najwydestyluchniejszego, to ma to – i tutaj pewnie wszystkich zaskoczę – zaplanowaną linię fabularną. Wszystko zmierza do określonego punktu, który – mam ogromną nadzieję – będzie można ujrzeć w pełnym metrażu.
Choć ja bym nie chciał od razu walić 200-stronicowej cegły z całą kawą na brudną ławę. Zresztą, z Maciejem mamy kilka pomysłów i chcemy się jeszcze tym pobawić. Jeszcze trochę połaskotać i zmusić ludzi do połączenia tych puzzli w jakąś całość.
Swoją drogą te odcinki, które się ukazały mówią już bardzo dużo. Trzeba się tylko skupić… może na papierosie, na balkonie i w towarzystwie dwóch Mongołek.
A tytuł?! No jaki debil mógł wymyślić taki tytuł, no?

godai: Hm, powiem szczerze – może jestem mało bystry, a może dlatego, że dwa czy trzy fragmenty mi umknęły, ale miałem problem z połączeniem całej tej opowieści miejscami. Jest dosyć – oniryczna? Wygląda, jakby jednak nie rozgrywała się na naszym planie rzeczywistości.
A skoro faktycznie będzie finał – czy jest już napisany? Czy Maciej, skoro sam zadeklarował, że nadrobił zaległości, będzie do tego siadał w dającej się przewidzieć przyszłości? Jeśli tak, to ile nam przyjdzie mniej-więcej poczekać?

Bartek Sztybor: Jest nawet bardzo oniryczna. Ten komiks był w ogóle pomyślany, jako opisujący naszą rzeczywistość przez pryzmat rzeczywistości czysto wyimaginowanej.
Poza tym to miała być jazda bez trzymanki. Eksperymenty fabularne i formalne, w tle absurd i cała masa gorącego i pojebanego gówna.
A finał… drążysz, drążysz. Finał nie jest napisany, ale jest opisany. Jest scena, nie ma dialogów.
No i teraz najcięższe pytanie, kiedy to będzie? Z Maciejem pewnie wkrótce przysiądziemy do pewnej niespodzianki z tego świata, a później na chwilę się przesiądziemy. Myślę, że na finał będzie trzeba jeszcze parę lat poczekać.

godai: Mam nadzieję, że nie tyle, ile na komiksowego Wiedźmina od Trusta?
W takim razie już krótki strzał – czym nowym zarzuci Sztybor w nadchodzącym czasie?

Bartek Sztybor: Poza szortami tu i ówdzie czekam na kolejne albumy oczywiście. Ale jako, że nie lubię się chwalić ani zdradzać za dużo, to powiem tylko o tych, o których już wcześniej było wiadomo, a przynajmniej gdzieś jakaś informacja się pojawiła.
Tak więc z moim ziomem Tomkiem Zychem pracujemy nad Jedną Wielką Hecą. To znaczy on pracuje, ja już swoje zrobiłem. Komiks w klimacie starych gierek LucasArts i komedii Zuckerów. Długa fabuła. Liczę na koniec przyszłego roku.
No i druga sprawa z moim czarnuchem Mikołajem Spionkiem, czyli Kapitan Adelardo. Początek serii o piratach, morderstwach i porachunkach mafijnych. Będzie gorące gówno.
A poza tym szykuje się jeszcze parę ciekawych rzeczy, ale nic nie powiem, żebyś za jakiś czas znów mógł mnie przepytać i mieć świeże informacje. No, a ze spraw niekomiksowych, to muszę sobie wkrótce wyrwać trzy zęby, żeby założyć aparat na dolną szczękę i zbieram na penis-pompkę.

Od lewej: gdi, pjp, KRL; fot. Sztybor

Od lewej: godai, pjp, KRL; fot. Sztybor

godai: Proszę państwa, jedyny i niepowtarzalny: poeta, pijanica, performer, zwycięzca w cuglach i bez siodła, scenariuszowy kombinat i stachanowiec polskiego półświatka, lomograf Bartosz Sztybor! A ja bardzo dziękuje za rozmowę, Bartku.

Bartek Sztybor: Kurcze, ja też dziękuję. W ogóle bardzo mi się miło zrobiło, że zechciałeś ze mną rozmawiać. Bardzo, naprawdę bardzo to jest miłe. Tak więc też dziękuję i pozdrawiam wszystkich niggerów i niggetki, które czytają Gniazdo Światów. W sieci lepszego gniazda nie znajdziecie, chyba że będzie to gniazdo Jenny Jameson.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba