Nostalgiczna ekspedycja

Rub jest najbardziej modnie uczesanym Desjaninem na Niebieskiej PlanecieKupiłem ostatnio Ekspedycję Mostowicza i Górnego, z rysunkami Polcha. Chyba każdy wie, o co chodzi. Zabierałem się do tego wydania bardzo długo, bo jednak oba tomy razem to stówka. Ale nie żałuję.

Od razu powiedzmy sobie szczerze – uwielbiam Twarzą ku ziemi Parowskiego, w wojsku namiętnie zaczytywałem się w kolejnych tomach Spotkania w przestworzach, a Zajdel to dla mnie mistrz nad mistrzami. Wiecie już, co chcę powiedzieć? Lubię starą fantastykę. Te trochę naiwne, pełne uroki ramotki, gdzie fotogramy gwiazdolotów trzyma się na kasetach. Bo „według Dänikena” takie właśnie jest. Rewelacyjna opowieść w klimacie twardej s-f z lat 70-tych.

Moja ocena tej serii będzie na pewno subiektywna, bo zaczytywałem się w niej w dzieciństwie. Nawet teraz, kiedy po latach ponownie przeczytałem pierwszy album z serii, jaki miałem – rozdział Walka o planetę, z zapartym tchem śledziłem losy bohaterskiego Ramy, mimo, że wiedziałem, jak to się skończy. Niestety, zauważyłem też masę rzeczy, które mi wtedy umykały.

Scenariusz dość mocno kuleje. I nie chodzi mi tu o naciągane hotelarskie teorie, bo te lepiej lub gorzej wpasowane były w opowieść. Nie chodzi też o tzw. całokształt, bo to opowieść pełna akcji, walki, namiętności i poświęcenia – jak przystało na epicką sagę. Chodzi mi raczej o takie drobiazgi jak niekonsekwencje czasowe i logiczna niespójność. Czasem z Wielkim Mózgiem Desjanie komunikują się telepatycznie, innym razem trzeba przywieźć gwiazdolotem przekaz na taśmie. Nie będę wyliczał, bo nie chcę psuć nikomu (w tym sobie) radochy z tej lektury.

Sami bohaterowie też są odrobinę naciągani. Zan, który żyje chyba z 500 lat (Ais zdążyła polecieć na Des i wrócić, a ten ledwie posiwiał – taki przyczynek do niespójności logicznej) to jakiś tytan umysłu. Facet struga bomby jądrowe z kamieni, buduje setki różnych miotaczy, okleja kryształami kaski, w zasadzie jest niemal jak załoga Rudego 102 – sami wygrali całą wojnę. Satham zaś to już kompletny mocarz i przodownik pracy.

A skoro już jesteśmy przy bohaterach, to nie sposób dać prztyczka autorowi rysunków. W pierwszym albumie Ais wygląda, jakby co kilka stron odwiedzała fryzjera. Dalej jest znacznie lepiej, ale Chat, Rama i Enes zdradzają zamiłowanie Polcha do rysowania homogenicznych postaci.

Liternictwo, dla odmiany, w zależności od albumu potrafi się potwornie różnić. To mocno denerwuje. Przynajmniej do reedycji można było się postarać i te najbardziej odstające albumy oliterować od nowa.

Ale to są takie drobiazgi, techniczne niejako niedociągnięcia, które trochę mi przeszkadzają, ale nie odbierają radości z lektury. Chociaż, tak naprawdę, dla mnie saga kończy się na Zagładzie wielkiej wyspy. Tak na serio, to wraz z odejściem Ais, Ekspedycja postradała główną charyzmatyczną postać. Aistar zachowuje się jak głupkowaty podlotek, jest czasem bezmyślna, jest niekonsekwentna – piszczy, że nie wolno zniszczyć Sodomy, ale krwawe pojedynki na arenie jej nie przeszkadzają… Trochę zachowuje się właśnie jak córka Ais, nie jak jej klon. Taka nastoletnia córka. Marduk, który zastąpił Zana, to słaba kalka, a mielenie w kółko motywu Insektów jest już nudne i w dodatku nierealistyczne. Ostatnie trzy albumy nie trzymają poziomu serii, przynajmniej dla mnie. A niepublikowany wcześniej Ostatni Rozkaz jedzie mocno opowieściami biblijnymi. Trochę za mocno.

Ale czemu ja się pastwię? Sam nie wiem. Przecież to jest świetna saga, z wielkim rozmachem i wizją, imponująca jak na dzisiejsze warunki objętościowo. I musi budzić respekt to, że powstała w latach 70-tych. Sięgnijcie do pamięci (albo YouTube’a, młodsi z was) i przypomnijcie sobie seriale z tamtych lat (Gwiezdne Wojny się nie liczą). Na tym tle w/g Dänikena to był hit z przytupem.

Kupcie, jak gdzieś traficie.  To kawał świetnej, sentymentalnej fantastyki. I nieważne, że ma nieociągnięcia. A w ogóle – polecam tę dyskusję na Gildii Komiksu. W temacie właśnie. No, między innymi. Jak przegryziecie się przez idiotyczne flamewary, to jest tam kilka ciekawych uwag.

PS. To jest wpis nr 151. Półtorej setki pękło.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • gnz

    Ej, to zajebista seria jest, acz nie czytałem ostatnich chyba trzech tomów (do kryształowej czaszki dopłynąłem), bo nie do dostania były niegdyś. A „twarzą ku ziemi” może i fajne, ale tak napisane że wymiękłem. No nie dałem rady zwyczajnie przez to przebrnąć…

  • „Ten z czaszką” to właśnie Zagłada Wielkiej Wyspy. Jak dla mnie – nic nie straciłeś.

    A dostępne były, pewnie nie szukałeś. Jeszcze z 3-4 lata temu kupiłem kumplowi nad morzem „na szmatach” za dychacza Tajemnicę Piramidy.

  • Witz Worx

    – UWAGA SPOJLEROZA –
    Mnie tylko od zawsze nurtuje, ze jak to było, ze wielki Mózg odkrywszy rychłą zgłade cywilizacji wysłał ich z misją o kryptonimie „Siew” ( tom1), zeby rozpowszechnili cywilizacje humanoidalną w kosmosie, w wyniku której pojawili się na Ziemi. Potem bronili naszej planety przed skolonizowaniem jej przez insekty (tom3), które z tego co było widac cywilizacyjnie znaleźli się w nieco gorszej sytuacji niz Desjanie i przez to byli bardziej zdesperowani. Walka zakończyła sie względnym sukcesem i potomkowie rasy z Des mogli rozwijac się bez zakłóceń aż tu….nagle WM sprowadza Ais na Des i opieprza ją, że zamiast humanoidów miała rozwijac insekty!!!! (tom5), więcej – wysyła wielki meteor, zeby rozpieprzyć podopiecznych Ais i Zana. Po tym tomie zwątpiłem w cokolwiek, nie mówiąc o tym, ze w t.1 cywilizacja z Des stała w obliczy zagady a w t.5 , po paru-dziesięciu, -set latach, nic nie wygląda, zeby tam coś chyliło sie ku upadkowi!!! Wobec tej nielogiczności problemy z telepatią to betka. Ostatnie trzy tomy to juz rzeczywiście lekki popłuk na siłę, dla mnei też wszystko kończyło się na „Zagładzie”.
    jeszcze jedno – czy ktoś z Was widział niemieckie wydania z innymi kolorami i chmurkami wypisanymi timesem? Mam wrażenie, ze nie były to jedyne zmiany w stosunku do wydania polskiego. Prosze spojrzec chocby na tą plansze —> http://tatjana.ingold.ch/fileadmin/bilder/evd/projekte/comics/comic1/comic1.jpg
    zamiast jednego obrazka tona tekstu! Okładki tez nie były Polchowe a przez to zdecydowanie słabsze. Polecam pogooglowanie za tym.

  • Kolory potworne.

  • Pingback: Wg. Edvina von Volinskiego | GNIAZDO ŚWIATÓW - Worlds Nest - Гнездй миров - Nest der Welten - Nid des mondes - Jerarquía de mundos()

  • Pingback: Some oldschool funky shit | GNIAZDO ŚWIATÓW - Worlds Nest - Гнездй миров - Nest der Welten - Nid des mondes - Jerarquía de mundos()

  • Pingback: Zaliczyć Thorgala i umrzeć? | GNIAZDO ŚWIATÓW - Worlds Nest - Гнездй миров - Nest der Welten - Nid des mondes - Jerarquía de mundos()

  • Augustalivia

    Albumy warto nabyć dla pięknej kreski B. Polcha. Co do scenariusza to podzielam uwagi z recenzji. Desjanie posługują się tak prymitywną techniką., że aż dziw iż udało im się tymi gwiazdolotami wystartować a co dopiero dolecieć do Ziemi. Faktycznie Aistar i Marduk to marne powtórzenie duetu Ais i Zana. Przybrakło pomysłów. 
    Zauważcie, że w tomie I kosmici spotykają normalnych homo sapiens, którzy jakąś tam formę osadnictwa już wykształcili. Cóż takiego zmienili w ich genach, że wyszli z jaskiń i budowali osobne domki? To takie wielkie osiągnięcie? Mieli poczucie humoru ci kosmici. W tomie II nie ma już homo sapiens, ale jakieś małpoludy, które dopiero miały być „przerobione” na ludzi. Pewnie się scenarzyści spostrzegli, że zrobili błąd w I tomie, bo założenie było takie, że to kosmici stworzyli homo sapiens z małpoludów, a tu pech chciał, że zastali już gotowych ludzi i nie było kogo „obrabiać”. Saga kończy się na niczym. Ot, Des wybucha i jedyni Desjanie którzy ocaleli to Satham, Marduk i Aistar (może też Azazel). I co dalej? Jakie dalsze losy Aistar i Marduka? Siedzieli w tej delcie Nilu i co? Pewnie siedzieli nad rzeką i oglądali jak latająspodki UFO:):):)

  • Pingback: Same oldschool funky shit – Gniazdo Światów – Bartek Biedrzycki()