Kraina Traw

shot03

Korzystając z faktu, że właśnie drogą kupna nabyliśmy DVD z adaptacją tej książki, pozwalam sobie odgrzać kotleta i wrzucić krótką notkę, którą o niej kiedyś naskrobałem.

Powinienem zacząć od stwierdzenia, że usilne przyrównywanie do Alicji w Krainie Czarów, które w wielu mediach dotknęło tę książkę, jest trochę na wyrost. Jest Alicji w Krainie Traw dużo, ale głównie w charakterze jawnych nawiązań i skojarzeń młodej bohaterki, niekoniecznie zaś w samej warstwie wydarzeń. To raczej takie mrugnięcia okiem, jakie można znaleźć prawie wszędzie (nie sięgając daleko, w Mój sąsiad Totoro jest prawie identyczna scena nawiązująca do króliczej nory).

Kraina… zrobiła na mnie ogromne wrażenie: najpierw rozmachem, którego nie można się było domyślać w pierwszych rozdziałach. Lektura zaczyna się spokojnie, prawie jak u Kinga, gdzie coś przemyka, ale tego nie widzimy. Niczym ciche, monotonne, ale denerwujące brzęczenie pszczół, które gdzieś krążą, czekając tylko, aby pokąsać.

Narratorem jest mała dziewczynka, i Cullin dość dobrze uchwycił sposób postrzegania świata przez dziecko. Warstwy rzeczywiste i urojone, magiczne i koszmarne nakładają się tu na siebie jak okna witrażowe. Poprzez retrospekcję czytelnik dostaje istotne informacje dopiero w momencie, kiedy pogrążony jest już na tyle w magicznej atmosferze farmy What Rocks, że za późno jest, aby spojrzeć na przedstawiony świat inaczej, niż przez pryzmat urojeń Jelizy.

15b9ae3af32b0ddf2be2fbef22e08f8f

Klimatem książka ta przypomina bardziej Gdy oślica ujrzała anioła Cave’a – tak jak tam, świat widzimy zdeformowany, oczami istoty, która ma percepcję inną od naszej. I tak jak tam, rzeczywistość zdaje się być spiralą, która w miarę lektury zaczyna kręcić się coraz szybciej.

Mroczna to książka – popycha w szaleństwo, prezentując pozornie bezpieczny, ograniczony ramami wiedzy i wyobraźni świat dziecka. Pozornie, bo kiedy samemu sięgnie się pamięcią, to łatwo przypomnieć sobie wszystkie drzemiące poza polem widzenia potwory i okropności. Autor pisze też w taki sposób, że rzeczy pozornie niewinne, nabierają groźnego, podszytego medialną paranoją podtekstu.

Nie mogłem uciec od skojarzenia z filmem Na przekór całemu światu – odtwarzany przez Bacona upośledzony Ricky jakoś automatycznie skojarzył mi się z postacią Dickensa.

Dodatkowo zakończenie, mimo że przeczuwamy coś „w tym stylu”, jest jednak dużym zaskoczeniem. Autor zaś zostawia nas w środku krwawego, płonącego koszmaru, oddychających z ulgą – no, teraz to wreszcie będzie dobrze…

Książkę przypadkiem wypatrzyła Żona, i za to lubię ją jeszcze bardziej. Pora zrobić powtórkę z filmu. Co ciekawe, nigdy nie wszedł do kin. Dzieło Gilliama, mimo, że i tak utemperowane w stosunku do literackiego pierwowzoru, doczekało się jedynie kilku pokazów studyjnych – nikt nie podjął się szerokiej dystrybucji. Szkoda. Byłby, być może, fajny skandal.

Strona filmu.

Tideland-tideland-6763133-900-576

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba