Ghibli – W krainie snów

Wczoraj obejrzeliśmy z Żoną Spirited Away – W krainie bogów. Poprzedniego wieczora oglądaliśmy Mój sąsiad Totoro, ale o tej produkcji pisał nawet nie będę, bo nic nowego bym nie potrafił dodać.

Spirited AwayKrainie bogów jako takiej też nie napiszę. Mógłbym, owszem, wspomnieć coś sympatycznego fabule, dość prostej, ale konwencja baśni pewne takie zabiegi wymusza. O uczuciu deja vu i tym, że umknęło mi kilka nawiązań, którymi film był wypełniony. I, że tych nawiązań dołożył kilka polski dubbing, całkiem zresztą przyzwoity.

Mógłbym napisać o archetypicznych postaciach i zauważyć na marginesie, że większość głównych bohaterów filmów Studia to dziewczyny – wyjątki można policzyć na palcach: Mononoke, Kurhany Świetlików, Szkarłatny pilot

Skupię się jednak na czymś innym, co mnie uderzyło dopiero wczoraj, a przez te wszystkie lata mi umykało.

Lokacje.

Świat przedstawiony tych filmów. W Spirited away jest on nakreślony z niezwykłym rozmachem – nie widzimy z niego za wiele, ale sama łaźnia Yubaby jest przecież gigantyczna. Do tego miasteczko, wybrzeże, pociąg, który skądś dokądś jedzie, stacje na drodze San, kiedy jedzie do Zeniby. Nawet kotłownia Kamajiego jest dopracowana w szczegółach*. A chlewy? A dom Yubaby, z którego przylatuje co rano?

Ale nie o ten rozmach mi chodzi, tylko o nastrój. Wszystkie te elementy są przesycone jakimś takim magicznym, baśniowym tonem, takim drżeniem, jakie pojawia się pod powiekami tuż przed snem.

Nawet sarkofag reaktora atomowego w On your mark jest jakiś odrealniony, nierzeczywisty. Kamforowiec w Tototoro, wydrążony w środku, służący za siedzibę leśnego ducha. Dolina Wiatrów, w której mieszka Nausicaa.

I ta niezwykła linia kolejowa, zalana wodą, którą jeździ pociąg, niczym stareńki tramwaj. Albo terasy, schody i wąskie uliczki, otaczające ezoteryczny sklep w Szepcie serca. Czy też wreszcie sielski, rustykalny krajobraz otaczający bohaterkę Powrotu do marzeń.

Może to tylko ja tak mam, ale te niezwykłe lokacje, stworzone przez, wydaje się, nieograniczoną wyobraźnię projektantów Studia, dla mnie przynajmniej, stoją jedną nogą bardzo mocno w naszym świecie – przez to są tak bliskie i tak znajome, a drugą stopą sięgają daleko w głąb archetypicznych dla współczesnej kultury, zarówno tej lepiej poznanej, europejsko-chrześcijańskiej, jak i obcej dla nas, dalekowschodniej, baśni, podań, mitów, wzorców, szablonów.

Nakreślone delikatną, precyzyjną, chwilami umowną kreską, są trochę jak wspomnienia z dzieciństwa, czasem niewyraźne, czasem piękniejsze, czasem zupełnie oniryczne.

W krainie bogów jest takich lokacji dużo. I wszystkie z gatunku tych, które uwielbiam najbardziej.

Ale może to tylko ja tak mam.

*Czy wam też przypomina Szuflandię? Szczególnie w chwili, gdy Kamaji krzyczy „Obrzydlistwo! Zadepcz to! Paskudztwo!”

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba