Popieram Kodeks Blogerów
godai | 31.08.2008, o 17:48 | W kategorii Słowo na niedzielę

Wzorem Konrada z Motywu Drogi (bo Łukasz przyszedł na gotowe ;) ), krótki zbiór myśli z tygodnia.

Na górze motto. Pochodzi z innego mojego ośrodka, Gniazdo, który kiedyś był największym polskim serwerem darmowych opowiadań erotycznych bez reklam. Ostatnio go nie ma, jest tylko gdzieś archiwum, reaktywacja raczej nie wchodzi w rachubę. To dawne dni.

Gniazdo - Amatorskie Opowiadania Erotyczne

Jako, że to blog także o komiksach, to najpierw komiksowy bóg niektórych, wyglądający jak bliźniak jednocześnie Rasputina i Louisa Ciphera, Alan Moore, przemówi w kwestii będącej od kilku lat na medialnym topie, spotęgowanym zniknięciem pewnej dziewczynki ze skazą na źrenicy.

Can it be a coincidence that, say, in the Sun newspaper, the ideal of female beauty would seem to be the body — the overdeveloped body — of a nubile woman and, what, the face of a twelve-year-old? Paedophilia is completely ingrained within our culture.

Jako autor KLASTRA, nie skomentuję tego, bo już i w sieci i na konwentach wypominano mi, że pojechałem po bandzie. Aczkolwiek, trudno się nie zgodzić.

Przypadkiem trafiłem w sieci na blog człowieka imieniem pstraghi, którego do tej pory kojarzyłem głównie z takim projektem jak Komikz. Ubawił mnie setnie ten wpis, który wszystkim polecam. Oczywiście jest obrazoburczo i wulgarnie, ale akurat większości z was o pewnie nie przeszkadza.

Jakiś czas temu byliśmy z Żoną w Licheniu. Nawet nie potrudziliśmy się, żeby się zbliżyć do tego sakralno-architektonicznego potworka, tej abominacji, która z wielu kilometrów straszy ponad polami jak skrzyżowanie Uniwersytetu Łomonosowa z Elektrociepłownią Siekierki i Cerkwią Wasyla Błogosławionego, wysraną przez jakiegoś ćpuna. Znaleźliśmy jedyny darmowy parking (w Licheniu nie ma ogrodów, są tylko parkingi płatne). Jest usytuowany tuż obok zapomnianego, starego sanktuarium, gdzie ten koszmar się rozpoczął. Poszliśmy na lody. Po drodze był stragan. Na straganie stał wylepiony bursztynowym miałem obrazek, a w zasadzie zdjęcie, przedstawiające jak JP2 chwyta za bary B16. Obok podjeżdżająca mangą Mateczka Boska z Jezuskiem,w sam raz do pokoju dziecinnego. Tuż za nią obrazek z płynącą wodą (dawni bywalcy chińczyka na Dworcu Śródmieście wiedzą jaki), z którego wydobywały się świergoty ptaszków, zagłuszane przez Don Wasyla Romę, ryczącego z głośnika. A to był dopiero pierwszy rząd. Na opis całego straganu nie wystarczyłoby całego bloga. A były straganów długie rzędy, bo przecież turystyczne poczucie rynsztoka (z gustem nie pomylić), nakarmione być musi.

Najbardziej, wspomnę tylko, ucieszył mnie stary przyjaciel z lat podstawówki, najcudowniejszy cud polskiej wiary katolickiej. Oto Pan wasz, Jezus Chrystus Fluorescencyjny*, z grysu polietylenowego wielorodzony, mocą Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, po naświetleniu lampą nocy ciemności rozpraszający.

Wyglądający jak kał wydry z Czarnobyla, rozpięty na plastikowym krzyżyku. Niezapomniany. Aż kiedyś odżałuję te kilka złotych i kupię takiego. Jesus Buddy nie jest godzien wyssać mu bąka z dupy.

Koniec sakralnych wynaturzeń, staram się omijać kwestie wiary, bo nie są mi bliskie, ale tym razem musiałem się pożalić.

Kontynuujemy maraton Ghibli. Już o tym wspominałem w komentarzach - Ruchomy Zamek Hauru jest dobry, ale trochę zbyt chaotyczny. Kilka nieprzjemnych skrótów logicznych, ogólny rozgardiasz. Za to Boberek jako Kalcifer - świetny.

Pom Poko (Szopy w natarciu) natomiast, bardziej wyglądają na dramat społeczny z elementami komediowymi. Nie wiadomo co. Z dość silnym przesłaniem pro-ekologicznym i bez happy endu. Za to po raz pierwszy japońska antropomorfizacja niewywołująca odrzucenia u mnie.

No, a skoro jesteśmy przy Ghibli, to przypomnę. Wiecie, że jak to wypłynęło, to myśleliśmy, że to jest zwiastun kolejnego pełnego metrażu ze Studia?

Ach, na koniec. Byliśmy z Żoną na Mrocznym Rycerzu. Żona była zachwycona. Teraz nie mam czasu i ochoty pisać o tym dłużej. W tygodniu może.


* Na marginesie: spis najpopularniejszych, obowiązujących na ziemiach polskich, Matek Boskich.


Inne wpisy być może podobne:


godai | 28.08.2008, o 14:24 | W kategorii 1. Aktualności

CMD: RealoadedA, mówiłem, że sezon czwarty kiedyś też dobiegnie końca. A gdy sezon dobiega końca, to wychodzi w zeszycie.

I tak samo będzie teraz - Reloaded zostanie, jak poprzednie sezony, wydany drukiem. Z konkretów, będzie odrobinę zmian w formie, ale niewiele. W środku 21 odcinków (cały sezon + odcinek “niedoszły” z trzeciego), czarno-białe, za to trochę lepsza kolorowa okładka. Odcinek au będzie w kolorze, bo szkoda go tak zgwaucić.

Cena pewnie jak zwykle, zaoscyluje wokół 5 złotych, czyli równowartości jednego knajpianego piwa. Nakład będzie mniejszy niż poprzednio, bo nie więcej niż 50 sztuk. Biorąc pod uwagę tendencje kolekcjonerskie, być może numerowane i z odręcznym autografem, albo nie wiem, odcisnę ucho.

W każdym razie, jak komu zależy, to niech czeka na newsa, że już. A jak ktoś cierpliwy, to w Łodzi, na MFK ‘09 (jak dotrę), na stoisku Dolnej Półki.


Inne wpisy być może podobne:


godai | 27.08.2008, o 12:02 | W kategorii O filmach

Wczoraj obejrzeliśmy z Żoną Spirited Away - W krainie bogów. Poprzedniego wieczora oglądaliśmy Mój sąsiad Totoro, ale o tej produkcji pisał nawet nie będę, bo nic nowego bym nie potrafił dodać.

Spirited Away O Krainie bogów jako takiej też nie napiszę. Mógłbym, owszem, wspomnieć coś sympatycznego fabule, dość prostej, ale konwencja baśni pewne takie zabiegi wymusza. O uczuciu deja vu i tym, że umknęło mi kilka nawiązań, którymi film był wypełniony. I, że tych nawiązań dołożył kilka polski dubbing, całkiem zresztą przyzwoity.

Mógłbym napisać o archetypicznych postaciach i zauważyć na marginesie, że większość głównych bohaterów filmów Studia to dziewczyny - wyjątki można policzyć na palcach: Mononoke, Kurhany Świetlików, Szkarłatny pilot

Skupię się jednak na czymś innym, co mnie uderzyło dopiero wczoraj, a przez te wszystkie lata mi umykało.

Lokacje.

Świat przedstawiony tych filmów. W Spirited away jest on nakreślony z niezwykłym rozmachem - nie widzimy z niego za wiele, ale sama łaźnia Yubaby jest przecież gigantyczna. Do tego miasteczko, wybrzeże, pociąg, który skądś dokądś jedzie, stacje na drodze San, kiedy jedzie do Zeniby. Nawet kotłownia Kamajiego jest dopracowana w szczegółach*. A chlewy? A dom Yubaby, z którego przylatuje co rano?

Ale nie o ten rozmach mi chodzi, tylko o nastrój. Wszystkie te elementy są przesycone jakimś takim magicznym, baśniowym tonem, takim drżeniem, jakie pojawia się pod powiekami tuż przed snem.

Nawet sarkofag reaktora atomowego w On your mark jest jakiś odrealniony, nierzeczywisty. Kamforowiec w Tototoro, wydrążony w środku, służący za siedzibę leśnego ducha. Dolina Wiatrów, w której mieszka Nausicaa.

I ta niezwykła linia kolejowa, zalana wodą, którą jeździ pociąg, niczym stareńki tramwaj. Albo terasy, schody i wąskie uliczki, otaczające ezoteryczny sklep w Szepcie serca. Czy też wreszcie sielski, rustykalny krajobraz otaczający bohaterkę Powrotu do marzeń.

Może to tylko ja tak mam, ale te niezwykłe lokacje, stworzone przez, wydaje się, nieograniczoną wyobraźnię projektantów Studia, dla mnie przynajmniej, stoją jedną nogą bardzo mocno w naszym świecie - przez to są tak bliskie i tak znajome, a drugą stopą sięgają daleko w głąb archetypicznych dla współczesnej kultury, zarówno tej lepiej poznanej, europejsko-chrześcijańskiej, jak i obcej dla nas, dalekowschodniej, baśni, podań, mitów, wzorców, szablonów.

Nakreślone delikatną, precyzyjną, chwilami umowną kreską, są trochę jak wspomnienia z dzieciństwa, czasem niewyraźne, czasem piękniejsze, czasem zupełnie oniryczne.

W krainie bogów jest takich lokacji dużo. I wszystkie z gatunku tych, które uwielbiam najbardziej.

Ale może to tylko ja tak mam.

*Czy wam też przypomina Szuflandię? Szczególnie w chwili, gdy Kamaji krzyczy “Obrzydlistwo! Zadepcz to! Paskudztwo!”


Inne wpisy być może podobne: