Popieram Kodeks Blogerów
godai | 20.04.2008, o 09:19 | W kategorii 1. Aktualności

W zasadzie CMD można było już kilka tygodni temu uznać za martwe, ale ja nie lubię zostawiać rzeczy rozgrzebanych, więc postanowiłem przynajmniej skończyć ten sezon. Midare mi w tym pomogła, rysując najnowszy odcinek.

Zobaczcie go sami


Inne wpisy być może podobne:


godai | 09.04.2008, o 20:47 | W kategorii O komiksach

Do komiksu Bellstorfa przymierzałem się dwukrotnie. Pierwszy raz, w Empiku, odłożyłem na półkę. Niby wszystko fajnie, ale jakoś tak nie zaskoczyło. Na WSK, z kieszeniami wypchanymi grubym plikiem banknotów o niskich nominałach przeznaczonych na komiksy dałem się ponieść chwilowej euforii i w sumie dobrze się stało.

Piekło, niebo nie było zaskoczeniem, bo znałem je już z recenzji w sieci, m.in. u Konrada. Staram się unikać takich sytuacji, bo to tworzy we mnie pewne oczekiwania i pewne poglądy, które zwykle potem nie pokrywają się z rzeczywistością. Wyjątkiem było stwierdzenie “Totally best ever” dotyczące Room full of strangers (o którym kiedyś indziej będzie). No i tu, bo miałem podobne odczucia. Tak, jak Ghost World był jakiś dziwnie psychodeliczny, żeby nie powiedzieć, psychopatyczny chwilami, tak perypetie (bo trudno to nawet określić uczciwie mianem przygód) Christopha są takie do bólu prozaiczne.

Wszystko jest na swoim miejscu. Jakieś pierwsze, niezbyt udane próby stworzenia związku. Świat dorosłych, leżący prawie w zasięgu ręki, niebezpiecznie i nieprzyjemnie blisko, a jednocześnie nadal kompletnie bezsensowny i niepojęty. Uczucie całkowitego oderwania, stagnacji, marazmu i kompletnego olania wszystkiego dookoła - takie uczucia wyzierają na mnie z tego komiksu. Może ja się mylę i pod koniec ta przygnębiająca atmosfera się jednak zmienia, ale chyba nie bardzo. Chyba Bellstorf bardziej daje czytelnikowi do zrozumienia, że to musi się kiedyś zmienić, bo tak dalej nie można.

A może to moje własne doświadczenia podpowiadają mi cichaczem, że musi się zmienić, bo mnie się zmieniło. Znowu wciska mi się tutaj Dukaj, którego na raty czytam, ze swoją koncepcją przeszłości, zamrożonej i istniejącej tylko w formie wspomnień, oderwanej całkowicie od prawdy.

Jak by nie było, Piekło, niebo zostawiło mnie smutnego. Świetny komiks do refleksji, taki w sam raz na dłuższą chwilę relaksu. Narysowany swobodną, sprawną kreską, przypominającą Saschę Hommera. Zresztą Insekta przypomina mi nie tylko pod tym względem - tam też było poszukiwanie jakiejś własnej tożsamości, uwikłanie w reguły rządzące grupą i w sieć konwenansów. Tak samo zresztą, jak w Zagubionej Duszy O’Malleya. Może dlatego, że wszystkie traktują o mijającym dzieciństwie.

Strasznie chaotyczny ten wpis. Jakoś potwornie. Chyba nawet nie należałoby go publikować. “I tak minęły wakacje” - chciałoby się powiedzieć cytując mojego kumpla.


Piekło, niebo
Arne Bellstorf
Format: B5
Objętość: 96 stron
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 23,90 zł
Papier: offset

Wydawca: Kultura Gniewu


Inne wpisy być może podobne:


godai | 03.04.2008, o 21:48 | W kategorii O komiksach

Zbierałem się do tego wpisu prawie tak długo, jak do kupienia samego komiksu. Nie wiem, czemu kupiłem go dopiero teraz. Może dlatego, że kupuję stosunkowo mało komiksów innych niż te z przygodami Batmana (bez kitu, gacek to jakieś ostatnio nawet i 80% moich zakupów [byłoby inaczej, gdyby niektóre serie wychodziły tak regularnie, jak powinny]). Spojrzałem na niego na stoliku na konwencie i kupiłem.

W sumie, to chyba dobrze, że odczekałem tyle z lekturą. Zdążyło mi wywietrzeć z głowy wszystko, co wyczytałem w recenzjach o tym komiksie. Wiem oczywiście, że jest genialny, ale to pojęcie nadzwyczaj względne.

Ghost World jest pokraczny - jak każdy komiks o dorastaniu i wchodzeniu w dorosłość, bo samo to zjawisko jest pokraczne. Historia zilustrowana jest w sposób miejscami niemal groteskowy - rysunki są świetne, ale ludzie na nich przedstawieni wyglądają na wstrętnych. Każde kolejne indywiduum wkraczające na karty powieści zdaje się być istotą wyrwaną żywcem z filmu the Goonies. Nawet samego siebie Clowes zilustrował w sposób, wierzę, tyleż wierny co odpychający.

Bohaterkami są dwie “laski”, bo trudno to inaczej określić. Przynajmniej tak chyba sobie siebie wyobrażają. W rzeczywistości Enid znajduje się gdzieś w połowie drogi między kompletną sierotą, przerażoną zmianami w życiu, a zwyczajną głupią siksą, bez mrugnięcia okiem wpierdalającą bunt dla głupich nastolatków, sprzedawany w supermarkecie w paczkach po 100 i 150 gram, z akcyzą Ministerstwa Jestem-Taka-Inna-I-Oryginalna.

Ten dualizm jej natury sprawił, że do samego końca nie potrafiłem polubić tej postaci. Nawet w chwilach, kiedy okazywała się kimś więcej niż durną dżagą - jak w przypadku incydentu z “durnum Gusem” po wyprzedaży garażowej, wyglądało to jak kolejna groteskowa poza, ustawiona i wykreowana na potrzeby własnej, wewnętrznej widowni.

Nie bardzo wiem, jak ocenić świat duchów. Każdy z nas na jakimś etapie swojego dorastania też czuł się podobnie. Każdemu przytrafił się okres zagubienia, okres tęsknoty za umykającym czasem, dłuższy lub krótszy romans z pozerką w jakiejś postaci (chociażby nieuświadomionej lub skłamanej przed samym sobą). I prawie każdy stanął kiedyś przd konfliktem przyjaźni z miłością, nawet, jeśli jedna i druga ostatecznie nie miała szans okazać się “na całe życie”.

Zostałem po tej lekturze jakiś smutny. A potem powyciągałem jakieś stare drobiazgi z pudła, które trzymam w piwnicy. Głupia sprawa. Z tej perspektywy widzę w nim to samo, co w komiksie Clowesa…


Ghost World
Daniel Clowes
Format: B5
Objętość: 80 stron
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 28,50 zł
Papier: offset

Wydawca: Kultura Gniewu


Inne wpisy być może podobne: