Kto jest jebnięty?

Wybaczcie tytuł.

Czy można zadzwonić do kogoś w niedzielę rano i zażądać,  aby odwołał chrzciny córki, bo nie potrafi się wydrukować dokumentu Worda (źle przygotowanego) na (w każdym innym przypadku) sprawnej drukarce i żądać natychmiastowego przybycia tego kogoś do odległego o kawałek sąsiedniego miasta?
Można.

Pytanie brzmi: kto jest umysłowo i społecznie upośledzony – osoba żądająca czegoś tak niewiarygodnie pajacowatego, czy ja, każący (spokojnie, rzeczowo i w kulturalnych słowach) spadać na drzewo?

Kto tu jest głupi:

Ja, bo uważam, że w niedzielę nie pracuję; że chrzciny mojej jedynej córki są ważniejsze niż zobowiązania zawodowe; bo nie lubię chamstwa i buractwa; ani traktowania ludzi jak narzędzia, pomiatania nimi i przy każdej możliwej okazji próbowania (daremnie! ach, daremnie…) szantażować ich szefem?

Czy ktoś, kto uważa, że powinienem był rzucić wszystko, rodzinie, która przyjechała 300 kilometrów kazać spierdalać do domu, księdzu kazać spadać, dziecko zostawić i zapierdalać, bo ktoś nie potrafi zmontować dokumentu w Wordzie (gwarantuję, że 99,9% innych dokumentów zrobionych przez jakąkolwiek inną osobę na świecie drukuje się poprawnie) i go wydrukować?

To był szczyt, ale tylko szczyt. Zajebiście wielkiej góry.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.