Heath Ledger nie żyje

Wybaczcie, ale już rzygam tym tytułem.

Heath zagrał Jokera w nadchodzącej ekranizacji Tha Dark Knight, będącej kontynuacją Batman Begins. Wszyscy strasznie się najarali na ten film. Może będzie dobry, może nie. Batman Begins był milion razy lepszy niż Batman Forever i Batman & Robin, ale chyba wszystko było lepsze. BB zaserował nam za to skaczący po dachach czołg. Przezajekurwabiste.

Heath Ledger zagrał Jokera zupełnie innego niż jakikolwiek Joker do tej pory. Wygląd tej postaci jest beznadziejny. Idiotyczny. Jest kompletnym wyrzuceniem na śmietnik wszystkiego, co wypracowano przez dziesięciolecia. To tak, jakby Batman miał nagle na kapturze własne uszy.

nowy_joker.jpg

A potem Ledger najprawdopodobniej przedawkował leki i sieć oszalała. Że taki cudny aktor. No dalej, wymieńcie w czym zagrał, oprócz TDK – podpowiem, w filmie o kowbojach-gejach – w czym jeszcze?! Nie wiecie? Ponoć najlepszy aktor świata.

Wszyscy współpracownicy wspominają gościa, jaki to on nie był wspaniały. Że aktor, że profeska, że tak się interesował, że patrzył, że nie był zmęczony, że był super-gościem. Ej, kurde, nie mówi się o denacie, że był mendą, bo nie wypada. Ale nie ma potrzeby się spuszczać tylko dlatego, że facet umarł.

Zagrał beznadziejnie wyglądającego Jokera. Jak zagrał, to jeszcze nie wiem, ale nie jestem optymistyczny, widząc zwiastun.

A wszędzie witają mnie komentarze w stylu „To najlepszy Joker, jaki mógł być. Przez tę śmierć będzie jeszcze lepszy”. „Nic już nie będzie takie samo!”

Co nie będzie? Słońce nie wstanie? Film się robi lepszy dzięki temu, że aktor umarł? Postać będzie lepiej zagrana, bo nie żyje? Beznadziejny projekt postaci się zmieni, bo facet przeniósł się do stwórcy?

Nie zrozumcie mnie źle – facet umarł, trzeba to uszanować, nawet, jeśli mnie to ani ziębi, ani grzeje. Ale nie ma powodów, do wpadania w orgazmistyczną euforię.

Nie był Robertem DeNiro ani Christopherem Walkenem. Może kiedyś mógł być, ale prawdopodobnie przedawkował leki. Nie pora na wpadanie w niepotrzebny zachwyt.

Musiałem, bo już rzygam tymi wszystkimi napuszonymi zachwytami nad jednym martwym człowiekiem. A czeka nas jeszcze hieno-kampania reklamowa filmu, któremu nic lepszego nie mogło się przytrafić.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

  • kmh

    Z tego co widać, to Joker Ledgera jest o wiele mniej komiksowy i przerysowany, wygląda po prostu na psychola, a nie Jokera. Wiadomo, że zwiastuny nie wiele pokazały, ale jakoś nie wierzę, żeby było to jakoś lepiej pokazane.

    A co do śmierci, to tak samo było z Wojtyłą, umarł a od razu stwierdzili, że to był najlepszy papież ever! :)

  • Co do Wojtyły – Szkoda, że poprzedni papieże nie umierali, mielibyśmy więcej najlepszych :D:D

    Ledger grał w „I am not There”, „Monsters Ball”, „Brothers Grimm”, „10 things I hate about you” i „Obłędny rycerz” – to te które mogę wymienić na bieżąco, bez zastanawiania się. O i jeszcze przechujowy „Patriota” Emmericha (który wszyscy biorą za film Gibsona). Koleś był niezły i troche grał. Szkoda go, ale nie trzeba się nad nim masturbować bo nie żyje.