Popieram Kodeks Blogerów
godai | 29.01.2008, o 15:00 | W kategorii To i owo
Comments Off

Wybaczcie tytuł.

Czy można zadzwonić do kogoś w niedzielę rano i zażądać,  aby odwołał chrzciny córki, bo nie potrafi się wydrukować dokumentu Worda (źle przygotowanego) na (w każdym innym przypadku) sprawnej drukarce i żądać natychmiastowego przybycia tego kogoś do odległego o kawałek sąsiedniego miasta?
Można.

Pytanie brzmi: kto jest umysłowo i społecznie upośledzony - osoba żądająca czegoś tak niewiarygodnie pajacowatego, czy ja, każący (spokojnie, rzeczowo i w kulturalnych słowach) spadać na drzewo?

Kto tu jest głupi:

Ja, bo uważam, że w niedzielę nie pracuję; że chrzciny mojej jedynej córki są ważniejsze niż zobowiązania zawodowe; bo nie lubię chamstwa i buractwa; ani traktowania ludzi jak narzędzia, pomiatania nimi i przy każdej możliwej okazji próbowania (daremnie! ach, daremnie…) szantażować ich szefem?

Czy ktoś, kto uważa, że powinienem był rzucić wszystko, rodzinie, która przyjechała 300 kilometrów kazać spierdalać do domu, księdzu kazać spadać, dziecko zostawić i zapierdalać, bo ktoś nie potrafi zmontować dokumentu w Wordzie (gwarantuję, że 99,9% innych dokumentów zrobionych przez jakąkolwiek inną osobę na świecie drukuje się poprawnie) i go wydrukować?

To był szczyt, ale tylko szczyt. Zajebiście wielkiej góry.


Comments Off

kilbasy.jpg

Właśnie kończę przygotowywać do druku Kolektyw #3. Być może jeszcze dziś w sieci ogłoszony zostanie ostateczny spis treści.

Tymczasem tu poczytać można historię Sarej i moją, pt. Kiełbasy Harmanna, która do tego numeru się nie zmieściła.

Więcej produkcji Sary możecie zobaczyć m.in. na jej DeviantArcie.
Współpracowaliśmy ze sobą zresztą przy poprzednim numerze Kolektywu, w historii Otchłań.

Ostatecznie więc do “trójki” trafią dwa moje scenariusze: Stepowanie kota w mroku (z rysunkami Rata - patrz Mój bohater), oraz Ekspedycja ratunkowa (z rysunkami tajemniczego au).


Inne wpisy być może podobne:


godai | 28.01.2008, o 13:16 | W kategorii To i owo

Wybaczcie, ale już rzygam tym tytułem.

Heath zagrał Jokera w nadchodzącej ekranizacji Tha Dark Knight, będącej kontynuacją Batman Begins. Wszyscy strasznie się najarali na ten film. Może będzie dobry, może nie. Batman Begins był milion razy lepszy niż Batman Forever i Batman & Robin, ale chyba wszystko było lepsze. BB zaserował nam za to skaczący po dachach czołg. Przezajekurwabiste.

Heath Ledger zagrał Jokera zupełnie innego niż jakikolwiek Joker do tej pory. Wygląd tej postaci jest beznadziejny. Idiotyczny. Jest kompletnym wyrzuceniem na śmietnik wszystkiego, co wypracowano przez dziesięciolecia. To tak, jakby Batman miał nagle na kapturze własne uszy.

nowy_joker.jpg

A potem Ledger najprawdopodobniej przedawkował leki i sieć oszalała. Że taki cudny aktor. No dalej, wymieńcie w czym zagrał, oprócz TDK - podpowiem, w filmie o kowbojach-gejach - w czym jeszcze?! Nie wiecie? Ponoć najlepszy aktor świata.

Wszyscy współpracownicy wspominają gościa, jaki to on nie był wspaniały. Że aktor, że profeska, że tak się interesował, że patrzył, że nie był zmęczony, że był super-gościem. Ej, kurde, nie mówi się o denacie, że był mendą, bo nie wypada. Ale nie ma potrzeby się spuszczać tylko dlatego, że facet umarł.

Zagrał beznadziejnie wyglądającego Jokera. Jak zagrał, to jeszcze nie wiem, ale nie jestem optymistyczny, widząc zwiastun.

A wszędzie witają mnie komentarze w stylu “To najlepszy Joker, jaki mógł być. Przez tę śmierć będzie jeszcze lepszy”. “Nic już nie będzie takie samo!”

Co nie będzie? Słońce nie wstanie? Film się robi lepszy dzięki temu, że aktor umarł? Postać będzie lepiej zagrana, bo nie żyje? Beznadziejny projekt postaci się zmieni, bo facet przeniósł się do stwórcy?

Nie zrozumcie mnie źle - facet umarł, trzeba to uszanować, nawet, jeśli mnie to ani ziębi, ani grzeje. Ale nie ma powodów, do wpadania w orgazmistyczną euforię.

Nie był Robertem DeNiro ani Christopherem Walkenem. Może kiedyś mógł być, ale prawdopodobnie przedawkował leki. Nie pora na wpadanie w niepotrzebny zachwyt.

Musiałem, bo już rzygam tymi wszystkimi napuszonymi zachwytami nad jednym martwym człowiekiem. A czeka nas jeszcze hieno-kampania reklamowa filmu, któremu nic lepszego nie mogło się przytrafić.