Przypadkowa ofiara – Jutro będzie za 48 godzin

Pisząc ten felieton nie mam pojęcia kiedy on pójdzie, czy pójdzie i nie wiem wielu innych rzeczy. Jestem w wojsku.

W pierwszym tekście pisałem o tym, jak dużo czasu miałem w cywilu. Tutaj, w kifozie, nie mam go już tak dużo, chociaż mogłoby się wydawać, że jest inaczej. Wstaję o piątej rano, pół godziny przed pobudką, bo inaczej nie zdążyłbym się ogolić, posłać łóżka i zrobić wielu innych rzeczy. Po ogłoszeniu pobudki mam już tylko czas na przeczyszczenie butów i poprawienie munduru. Zaprawa, śniadanie, poranny apel, rejony i cały dzień przede mną.

Od szóstej rano (śniadanie) do piętnastej (obiad) jest lekko licząc jakieś dwadzieścia cztery godziny. Jeżeli żołnierz pojedynczy dotrwa do obiadu, to już w zasadzie ma dzień z głowy. Tylko, że w tym czasie my akurat mamy do zrobienia sporo więcej niż przeciętny żołnierz.

Ja i moi koledzy jesteśmy elewami, słuchaczami Szkoły Podoficerów Służby Zasadniczej. W przyszłości mamy tworzyć podstawową kadrę dowódczą w Wojsku Polskim. Nie będę pisął co to znaczy, bo tak brzmi przynajmniej ładnie, a rzeczywistość, cóż…

W rozkładzie dnia, po śniadaniu, są między innymi: szkolenie ogniowe, poligon, szkolenie sanitarne, musztra, musztra, musztra, musztra, musztra, rejony, rejony. Przerwy i czas wolny pomiędzy poszczególnymi segmentami zajęć zamykają się zwykle w pięciu minutach. Wychodzisz ze śniadania, idziesz na zajęcia, poprawiasz rejon, ćwiczysz, biegasz, uczysz się, idziesz na zajęcia, uczysz się, idziesz na poligon, czyścisz swoją broń, mija dwanaście godzin… Patrzysz na zegarek…

Jest dziewiąta. Do obiadu masz jeszcze dwanaście godzin.

Ten felieton jest krótki, bo nie mam na niego więcej niż 10 minut. Zaraz wpadnie jakiś kapsel i wygoni nas wszystkich na musztrę. Za piętnaście dni przysięga – to co w planie figuruje jako „czas wolny” po 16:00, to w rzeczywistości ustawiczne ćwiczenia do przysięgi i musztra.

Kiedy wreszcie nadchodzi capstrzyk, nikt już nie ma siły gadać. Każda minuta zdaje się drogocenna, bo znów trzeba wstać o piątej – a siedem i pół godziny na sen to dużo mniej niż się wydaje.

A gdy nadchodzi pobudka, otwieram oczy i w mroku pokoju (słońce jeszcze nie wzeszło), widzę jak krzątają się moi koledzy. Myślę sobie wtedy – byle do obiadu, byle do jutra.

Jutro będzie za 48 godzin.

A cywil będzie za 48 tygodni.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba